Dzisiaj niestety nie mam za dużo do opisania... Cały dzień przeznaczyliśmy na transport z Tolu do Santa Marty.
W trakcie drogi mieliśmy niespodziankę. Nagle nasz autobus zatrzymała
policja. Kazała wysiąść wszystkim kobietą... Szczerze mówiąc to troszkę
zaczęliśmy się niepokoić, ponieważ nie wiedzieliśmy o co chodzi. Jak
wychodziłyśmy, robili nam zdjęcia, po czym zaprowadzili w jedno miejsce,
kazali usiąść i okazało się... że dziś jest kolumbijski dzień przyjaźni
i zakochanych... Każda z nas dostała po dużej, czerwonej róży, przy
okazji miałyśmy króciutką pogadankę na temat bezpieczeństwa podróży i
tym optymistycznym akcentem pożegnaliśmy się i wyruszyłyśmy w dalszą
drogę. W Santa Marcie zamieszkaliśmy w Residencia San Jorge
(to było 5 miejsce, do którego weszliśmy i w końcu były wolne pokoje).
Potem udaliśmy się na romantyczną kolację do przyjemnej knajpki,
obeszliśmy okolicę i w ciągu godziny zapadł zmrok. Niestety potwierdziło
się to, że Santa Marta to nie najpiękniejsze miejsce na świecie nocą.
Jest tu więcej prostytutek niż w Cartagenie. Sporo żebraków i ogólnie jest średnio przyjemnie, także pozostaliśmy przy piwku w pokoju:)
Jutro mamy w planie wybrać się do słynnego Parku Tayrona, a tym
samym planujemy pozostać na ponoć jednej z 10 najpiękniejszych plaż na
świecie, także jeśli nam się uda to napiszemy dopiero za 2 dni, bo znów
będziemy odcięci od cywilizacji.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz