Dzisiejszy dzień podobnie jak większość zaczęliśmy bardzo wcześnie, ale
zanim zacznę go opisywać wspomnę, że wczoraj wieczorem wybraliśmy się do
kolumbijskiej knajpki na ich lokalną imprezkę. Miejsce to miało
niesamowity klimat. Troszkę atmosferą przypominało dobre polskie
wesele... Cały wielki lokal udekorowany na suficie serpentynami,
wiszącymi lalkami, kolorowymi światełkami, balonami. Muzyka -
oczywiście latynoska i nastawiona na cały regulator. Knajpka wypełniona
po brzegi, na wszystkich stolikach 5l Aquardiente leje się
strumieniami (panie nie ustępowały panom), ludzie tańczą między
stolikami, śpiewają - ogólnie bardzo fajny klimat i dobra zabawa:)
Dzisiaj z kolei od rana zwiedzaliśmy Medellin. Na początek
wspomnę, że miasto to ma bardzo dobrze rozwiniętą komunikację. Cztery
linie metra, z czego dwie są tak zwanym Metrocable, czyli kolejką,
przypominającą wyciąg narciarski. Wybraliśmy się na przejażdżkę tym
środkiem lokomocji i muszę przyznać, że gdyby nie to, że ma dziwne
godziny otwarcia (pasażerów zabiera od 9) i czasem bywa zawodna, to jest
to świetne rozwiązanie dla tych, którzy mieszkają na górkach (Medellin
jest położone w dolinie).
Drugim punktem programu był ogród botaniczny, do którego cudem udało nam
się wejść. Cudem, ponieważ dzisiaj wyjątkowo było czynne od 10 z powodu
święta książki, a my przyszliśmy o 9 (czyli zgodnie z godzinami
zwykłego otwarcia). Na szczęście Kacper uprosił pewną panią i mogliśmy
podziwiać piękną roślinność, iguanę i kolorowe ptaszki. Jednak park w
San Gil nadal pozostaje na pierwszym miejscu:)
Trzecim i ostatnim punktem programu, jeśli chodzi o Medellin było
centrum. Muszę przyznać, że bardzo się cieszę, że tutaj nie
nocowaliśmy, gdyż mnie to miejsce przerażało... Mnóstwo bezdomnych,
zalegających na ulicach i zaczepiających, nieprzyjemny zapach i ogólnie
średnio przyjemnie. Jedyne co nam się podobało to rzeźby Botero, Palacio de la Cultura Rafael Uribe
i oczywiście owocowy bazarek, na którym piliśmy najtańsze z
dotychczasowych (1000COP), przepyszne 0,5 l owocowe soki z wielką
dolewką:)
Po zrealizowaniu planu udaliśmy się do naszego hostelu po rzeczy i
metrem przedostaliśmy się do busików, znajdujących się w centrum koło hotelu Nutibara i odjeżdżających w kierunku lotniska Jose Maria Cordova
(położone ok 30 km od Medellin). Tak w ogóle to Medellin ma dwa
lotniska, także warto się zorientować, z którego ma się wylot...
Potem już tylko 45 min lotu i jesteśmy w Cartagenie:) Z lotniska
szalonym autobusem miejskim przedostaliśmy się do centrum i po ok 1h
poszukiwań hostelu (większość była albo za droga, albo zbyt obskurna)
zakwaterowaliśmy się w Hostel Familiar (45 000COP/dobę). Wieczorkiem zostałam zaproszona przez mojego mężna na super ekskluzywną i romantyczną kolację w Donde Socorro (niedaleko starego miasta), podczas której spożyliśmy przepyszną rybkę Pargo, Aroz con Coco
(ryż z mleczkiem kokosowym, na słodko), rewelacyjną lemoniadę kokosową i
sok ze świeżych owoców. Po kolacji spacerowaliśmy po przepięknej
starówce, a jutro mamy w planie poranne plażowanie i popołudniowe
zwiedzanie Cartageny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz