Kolejny dzień podróży rozpoczęliśmy od przemieszczenia się z Villa de Leyva do Arcabuco,
a stąd praktycznie od razu mieliśmy przesiadkę do San Gil. I tak o to
po ok 4h podróży dotarliśmy do cieplejszego klimatu:) Ze znalezieniem
pokoju nie mieliśmy praktycznie problemu. W drugim odwiedzonym przez nas
hotelu zakwaterowaliśmy się. Płacimy za niego najmniej z
dotychczasowych (25000 COP za dobę). Ma wi-fi, ale niestety jak się
dopiero co okazało, nie ma ciepłej wody (tzn jest letnia):(( No, ale
jakoś 2 noce przeżyjemy...Tak w ogóle to podane ceny w przewodniku
troszkę odbiegają od obecnej rzeczywistości. Przeciętnie w prawie każdym
hotelu jest cena 70000COP i więcej za dobę.
Teraz może troszkę więcej o San Gil. Nie jest to może
najpiękniejsze miasto w Kolumbii, ale za to ma swoje plusy. Przede
wszystkim przepiękny park, przez którego środek płynie rzeka. W parku
zachwyca zarówno roślinność jak i ptaki. Nad nami przelatywały i
śpiewały kolorowe kanarki i inne nieznane nam wcześniej ptaszki. Po
drodze zobaczyliśmy też siedzące nisko na drzewach wielkie, kolorowe
papugi - ogólnie bajka. Jest to jeden z ładniejszych, jeśli nie
najładniejszy park, jaki w życiu widzieliśmy. Po środku parku znajduje
się basen ( woda w nim wymienia się wodospadem z rzeką), w którym
jeszcze do niedawna można było się kąpać, ale niestety obecnie jest
zamknięty. Spędziliśmy w tym miejscu kilka przyjemnych godzin.
Po za tym dzisiejszy dzień poświęciliśmy na sprawdzeniu ofert biur
turystycznych w San Gil, na zwiedzaniu miasteczka i odwiedzenia bazarku.
Właściwie to bazarek zaraz po parku był dla nas drugą atrakcją w ciągu
dnia. Poza możliwością kupienia na nim przeróżnych owoców,
skorzystaliśmy ze sposobności i kupiliśmy przepyszny sok i rewelacyjny
deser, a właściwie to ogromną porcję sałatki owocowej, przyrządzanej na
naszych oczach za ok 6 zł w przeliczeniu na zł. Pyyyycha:)))
Pewnie po powrocie tych zastrzyków witamin będzie brakować nam najbardziej. Jutro mamy w planie kupić i skonsumować jadalne mrówki, z których to miejsce słynie i zwiedzić Baricharę. Mam nadzieję, że uda nam się zrealizować każdy punkt naszego programu:)
A propos lokalnych przysmaków - próbowaliśmy guanabana - wielki owoc, którego zdjęcia wrzucimy, jak zrobimy oraz piliśmy avena - napój chyba na bazie owsianki i cynamonu, słodki, biały, gęsty i bardzo smaczny.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz