sobota, 1 września 2012

Kolumbia - Bogota

Pierwszy dzień zwiedzania za nami:) Ale od początku.... Zmiana czasu niestety dała się nam we znaki. Nie mogliśmy spać zbyt długo, więc od siódmej (a w zasadzie od 3 ciągle się budziliśmy) rozpoczęliśmy zwiedzanie okolicy. Bogota bardzo się nam spodobała, w odróżnieniu od pozostałych stolic, które w ostatnim czasie odwiedziliśmy i troszkę nas rozczarowały (mam na myśli Hawanę i Kolombo). Malownicze uliczki, przyjaźnie nastawieni ludzie. Nawet pogoda nam dopisała, a tego obawialiśmy się najbardziej. 

Poranek rozpoczęliśmy od zjedzenie regionalnego arepas, potem śniadanie i wyruszyliśmy w kierunku Cerro de Monserrate. Jest to kościół znajdujący się na wysokości 3100m nad poziomem morza (sama Bogota znajduje się 2600 m n.p.m). 

Wybraliśmy wygodniejszą opcję - na górę wjechaliśmy kolejką, w dół zeszliśmy pieszo. Miejsce jest zjawiskowe - niesamowite widoki na całą Bogotę. Jest tam także bardzo przyjemny bazarek , na którym mieliśmy okazję pić canelazo (lokalny drink z aquardiente) i niestety nie spróbowaliśmy herbaty z koki, bo przeliczyliśmy się, myśląc, że na dole będzie równie łatwo dostępna...Schodząc, spotkaliśmy wiele osób m.in. uprawiającymi jogging pod górę (to było dla nas szaleństwo) i .... 3 osoby wchodzące pod tę ogromną górę na szczudłach. Chcieliśmy zrobić im zdjęcie, na co bardzo ochoczo zareagowali. 


Ogólnie ludzie sami chcą, żeby im robić zdjęcia i nawet nic w zamian nie chcą... Są tak mili, że bardzo uważają, żeby nie wejść w kadr, nawet do tego stopnia, że jeden z kierowców Busa zatrzymał się na środku ulicy, żeby nie wjechać Kacprowi w kadr... U podnóży Cerro de Monserrate odwiedziliśmy Quinta de Bolivar - dawne mieszkanie słynnego tutaj Bolivara. Potem udaliśmy się w kierunku miejsca, w którym wg niektórych zaczęła się Bogota - Plazoleta del Chorro de Quevedo (w sumie nic szczególnego). Potem odwiedziliśmy Museo de Botero z dziełami Botero, które zresztą, bardzo nas rozbawiły:) Następnie zwiedziliśmy Plaza de Bolivar - ogromny plac ku czci Bolivara z jego statuetką z brązu, otoczony Palacio de Justicia, Capitolio Nacional, Catedral Primada. Na środku placu było mnóstwo ludzi, gołębi i naciągaczy oraz lam pozujących do zdjęć. Nam się udało zrobić zdjęcie z przydrożną lamą, zanim dowiedzieliśmy się o tym, jaka to jest atrakcja turystyczna. Wracając do zwiedzania - odwiedziliśmy znaną tutaj kawiarnię, która jest mniej więcej odpowiednikiem Starbucksa, potem muzeum złota (Museo del Oro) i w końcu dotarliśmy do Mirador - najwyższy wieżowiec w Bogocie, gdzie z 46 piętra podziwialiśmy ponownie Bogotę. Na kolację Kacper zjadł tradycyjne kolumbijskie danie ajiaco bogotano ale ja nie byłam tak odważna i skusiłam się tylko na spaghetti z kurczakiem i pieczarkami.  




Ogólne wrażenia bardzo pozytywne, miasto malownicze, ludzie mili, na każdym kroku policja z psami i żołnierze, ceny praktycznie takie jak w Polsce, więc dla przeciętnego Europejczyka tanio - dla nas tak normalnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz