Pierwszy dzień zwiedzania za nami:) Ale od początku....
Zmiana czasu niestety dała się nam we znaki. Nie mogliśmy spać zbyt
długo, więc od siódmej (a w zasadzie od 3 ciągle się budziliśmy)
rozpoczęliśmy zwiedzanie okolicy. Bogota bardzo się nam
spodobała, w odróżnieniu od pozostałych stolic, które w ostatnim czasie
odwiedziliśmy i troszkę nas rozczarowały (mam na myśli Hawanę i Kolombo). Malownicze uliczki, przyjaźnie nastawieni ludzie. Nawet pogoda nam dopisała, a tego obawialiśmy się najbardziej.
Poranek rozpoczęliśmy od zjedzenie regionalnego arepas, potem śniadanie i wyruszyliśmy w kierunku Cerro de Monserrate. Jest to kościół znajdujący się na wysokości 3100m nad poziomem morza (sama Bogota znajduje się 2600 m n.p.m).
Wybraliśmy wygodniejszą opcję - na górę wjechaliśmy kolejką, w dół
zeszliśmy pieszo. Miejsce jest zjawiskowe - niesamowite widoki na całą
Bogotę. Jest tam także bardzo przyjemny bazarek , na którym mieliśmy
okazję pić canelazo (lokalny drink z aquardiente) i
niestety nie spróbowaliśmy herbaty z koki, bo przeliczyliśmy się,
myśląc, że na dole będzie równie łatwo dostępna...Schodząc, spotkaliśmy
wiele osób m.in. uprawiającymi jogging pod górę (to było dla nas
szaleństwo) i .... 3 osoby wchodzące pod tę ogromną górę na szczudłach.
Chcieliśmy zrobić im zdjęcie, na co bardzo ochoczo zareagowali.
Ogólnie ludzie sami chcą, żeby im robić zdjęcia i nawet nic w zamian nie
chcą... Są tak mili, że bardzo uważają, żeby nie wejść w kadr, nawet do
tego stopnia, że jeden z kierowców Busa zatrzymał się na środku ulicy,
żeby nie wjechać Kacprowi w kadr...
U podnóży Cerro de Monserrate odwiedziliśmy Quinta de Bolivar - dawne mieszkanie słynnego tutaj Bolivara. Potem udaliśmy się w kierunku miejsca, w którym wg niektórych zaczęła się Bogota - Plazoleta del Chorro de Quevedo (w sumie nic szczególnego). Potem odwiedziliśmy Museo de Botero z dziełami Botero, które zresztą, bardzo nas rozbawiły:) Następnie zwiedziliśmy Plaza de Bolivar - ogromny plac ku czci Bolivara z jego statuetką z brązu, otoczony Palacio de Justicia, Capitolio Nacional, Catedral Primada.
Na środku placu było mnóstwo ludzi, gołębi i naciągaczy oraz lam
pozujących do zdjęć. Nam się udało zrobić zdjęcie z przydrożną lamą,
zanim dowiedzieliśmy się o tym, jaka to jest atrakcja turystyczna.
Wracając do zwiedzania - odwiedziliśmy znaną tutaj kawiarnię, która
jest mniej więcej odpowiednikiem Starbucksa, potem muzeum złota (Museo del Oro) i w końcu dotarliśmy do Mirador
- najwyższy wieżowiec w Bogocie, gdzie z 46 piętra podziwialiśmy
ponownie Bogotę. Na kolację Kacper zjadł tradycyjne kolumbijskie danie ajiaco bogotano ale ja nie byłam tak odważna i skusiłam się tylko na spaghetti z kurczakiem i pieczarkami.
Ogólne wrażenia bardzo pozytywne, miasto malownicze, ludzie mili, na
każdym kroku policja z psami i żołnierze, ceny praktycznie takie jak w
Polsce, więc dla przeciętnego Europejczyka tanio - dla nas tak
normalnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz