Kolejny dzień w Cartagenie za nami. Poranek rozpoczęliśmy od wycieczki do wulkanu Totumo (Volcan de Lodo El Totumo),
położonego ok 50 km od Cartageny. Po dotarciu na miejsce udaliśmy się w
kierunku krateru i razem ze sporą liczbą osób (to niestety jest minus)
odbyliśmy kąpiel błotną. Muszę przyznać, że jest to fantastyczne
przeżycie:) Dodatkowo jest ponoć bardzo zdrowa i dobra dla skóry, ze
względu na ilość minerałów. Siła wyporu sprawia, że w środku jest bardzo
ciężko się przemieszczać, ale za to masaż przy użyciu błotka zamiast
olejków jest znakomity:) Wulkan ma 2500 metrów głębokości.
Po atrakcji trzeba było udać się w kierunku jeziorka i odzyskać swój
wizerunek. W międzyczasie odganialiśmy się od pań, które bardzo chciały
wszystkim pomóc w tej czynności (oczywiście nie za free...). Potem
udaliśmy się do małej karaibskiej wioski La Boquilla, gdzie poleżeliśmy w hamakach, zjedliśmy obiad i plażowaliśmy. Co do obiadu to jedliśmy pyszną rybkę Mojarra:)
W drodze powrotnej musieliśmy zatrzymać się przy szpitalu, ponieważ po
wczorajszych zabawach w Morzu Karaibskim nabawiłam się zapalenia ucha...
I tu muszę pochwalić ubezpieczyciela PZU, który wywiązał się
znakomicie. Pani z infolinii od razu do nas oddzwoniła, bez naciągania
nas na koszta, szybko przesłali informacje do szpitala i ku naszemu
ogromnemu zdziwieniu udało się wszystko załatwić bezgotówkowo.... Po
wykupieniu leków udaliśmy się na stare miasto, pospacerować i zwiedzić Palacio de la Inquisicion
(pałac inkwizycji) (14000COP/ os). Budynek ten, wraz z narzędziami
tortur jest utrzymany w bardzo dobrym stanie, także można się wczuć i
wyobrazić jak czarownice, sataniści, bigamiści i inni (ok 800 osób) byli
torturowani i tym samym "oczyszczani" przez Świętą Inkwizycję... Resztę
wieczoru spędziliśmy spacerując po starówce i zakończyliśmy jedzonymi
owocami morza (podobnie jak wczoraj).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz