środa, 29 października 2014

Jamajka - dzień 3

Dzisiejszy wpis będzie pod znakiem jedzenia :)
Na śniadanie miałem okazję spróbować tradycyjnej potrawy: Akee & saltFish oraz smażonych pierożków (fried dumplings), które przypominały mi zakalca podsmażonego na głębokim tłuszczu. Obie potrawy były bardzo oryginalne w smaku.
Na obiad odwiedziłem lokalną pierogarnię Juici Patties. Pierożek z wołowiną i zupa z kurczaka były znakomite. Niestety pierożek z krewetkami był średni.
Po pracy już tradycyjnie odwiedziłem pobliski supermarket John R Wong, żeby zobaczy co ciekawego można znaleźć na półkach. Oto co udało mi się wypatrzyć:
  • sok z owoca guanabana (ang. soursop), który podobno znakomicie nadaje się do walki z rakiem
  • śliwkę jamajską - June Plum - o bardzo oryginalnym kształcie
  • Wino Red Label Wine, które podobno jest lokalnym hitem
  • Wino Magnum Tonic Wine, które zgodnie z opisem na opakowaniu dodaje dużo energii
  • Marmoladę z guawy, której nie widziałem od mojego ostatniego pobytu na Kubie




wtorek, 28 października 2014

Jamajka - dzień 2

Dziś zaskoczyło mnie menu na śniadanie. Mianowicie do wyboru były między innymi gotowany banan czy wątróbka. Banan moim zdaniem był w ogóle bez smaku ale za to wątróbka była znakomita - delikatnie pikantna i soczysta. W biurze okazało się, że gotowany banan to jeden z przysmaków Jamajczyków, więc chyba będę musiał dać mu drugą szansę.

Na Jamajce bardzo popularne są napoje na bazie imbiru. Zaczynając od herbaty imbirowej, przez piwo imbirowe, kończąc na winie imbirowym. Pewnie są jeszcze inne wynalazki ale te na chwilę obecną udało mi się zauważyć. Piwo imbirowe nie ma nic wspólnego ze znanym w Polsce piwem z sokiem imbirowym. Talawah Ginger Beer ma dość ostry smak, charakterystyczny dla imbiru. Palenie w buzi czuć jeszcze przez dłuższy czas po wypiciu.

Mimo, iż moja droga z biura do hotelu jest dość krótka, to lokalni zdązą mi zaproponować wiele rozrywek takich jak palenie zioła oraz umożliwić mi pożyczenie sobie jednego dolara. Co ciekawe o pieniądze najczęsciej pytają Jamajki.


poniedziałek, 27 października 2014

Jamajka - dzień 1

Na Jamajkę doleciałem w ramach podróży służbowej. Leciałem przez Chicago (LOT) i Miami (American Airlines) co łącznie zajęło mi około 27 godzin. Po przybyciu na miejsce musiałem swoje odczekać w długiej kolejce do kontroli paszportowej. Jeszcze na lotnisku wymieniłem 100 USD na dolary jamajskie JMD po kiepskim kursie 1 USD - 95 JMD.
Szukając taksówki którą chciałem dojechać do hotelu Jamaica Pegasus, uwagę moją zwrócił fakt, że taksówkarz który zaproponował mi transport, zapłacił innemu Jamajczykowi za podstawienie samochodu. Kurs z lotniska do dzielnicy New Kingston to wydatek 30 USD, ale cenę warto ustalić przed udaniem się w podróż.
Na Jamajce jak się okazuje obowiązuje ruch lewostronny co szybko sprawiło, że zrezygnowałem z rozważania o wynajęciu samochodu.
W biurze na moją uwagę zwróciły pomarańcze z zieloną skórką, które były bardzo słodkie i soczyste mimo iż kolor ich skórki wskazywałby na coś zupełnie innego