Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jamajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Jamajka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 8 listopada 2014

Jamajka - dzień 13

Po śniadaniu postanowiłem pojechać na pobliską popularną plażę Helshire. Na miejśce planowałem dotrzeć autobusem 1A z terminalu Half Way Tree. Gdy dotarłem na dworzec autobusowy okazało się że w sobotę autobusy na plażę nie jeżdzą... Jeżdzą od poniedziałku do piątku oraz w niedzielę. A w sobotę wyjątkowo nie! Zaproponowano mi podróż z przesiadką w Naggo Head. Nie mając innego wyboru skorzystałem z tej możliwości. Autobus do Naggo Head kosztował 120 JMD. Droga do celu niestety mi się trochę wydłużyła bowiem kierowca zapomniał powiedzieć mi gdzie mam wysiąść a gdy w końcu postanowiłem zapytać czy jeszcze daleko okazało się, że już dawno mój przystanek przejechaliśmy. Kierowca zatrzymał autobus jadący w przeciwną stronę i poprosił aby zabrał mnie do Naggo Head. Gdy dotarłem do punktu przesiadkowego bez trudu znalazłem taksówkę w której były już 4 inne osoby jadące na plażę. Przejazd kosztował kolejne 120 JMD.
Sama plaża mnie trochę zaskoczyła, bo w istocie były to bary serwujące świeże ryby i owoce morza z których wchodziło się praktycznie do wody.Zająłem sobie miejsce w restauracji z zacienionymi leżakami przy samej wodzie. Dzięki temu mogłem kąpać się mając jednocześnie na oku moje rzeczy.
Na plaży byłem jedynym turystą, ale w ogóle mi to nie przeszkadzało. 
Gdy zgodniałem, z wielkiej skrzyni wybrałem sobie jedną ze świeżych ryb, którą następnie mi przygotowali i podali razem z trzema tzw. "festivals". Ryba była znakomita i jedyną jej wadą była cena bo kosztowała 1200JMD a była raczej z tych mniejszych. 
Droga powrotna do Kingston odbyła się już bez żadnych przygód.
Juro o 8 wylatuję w drogę powrotną do Polski.

czwartek, 6 listopada 2014

Jamajka - dzień 11

Długo nic nie pisałem bo moje życie koncentrowało się jedynie na kursowaniu między hotelem i biurem.
Dziś na śniadanie odkryłem kolejną tradycyjną lokalną potrawę - zupę kukurydzianą czyli cornmeal porridge. Przypominało mi to trochę kaszę manną z tym że dużo bardziej mi smakowało.

Po pracy zdecydowałem, że muszę koniecznie spróbować najlepszych lodów na Jamajce, które można kupić w lodziarni Devon House I Scream. Droga do lodziarni prowadzi przy ruchliwej ulicy Trafalgar a samo wejście do niej znajduje się przy ulicy Waterloo. Lodziarnia otwarta jest aż do godziny 10 wieczorem. Co się tyczy zaś zamych lodów, to za cenę 300 JMD dostajemy solidną porcję lodów, którą można porównać do 3 gałek kupionych w Warszawie. Na próbę zamówiłem lody o smaku rumu z rodzynkami i faktycznie były znakomite. Jutro będę musiał wybrać się chyba ponownie na degustację innego smaku!

niedziela, 2 listopada 2014

Jamaika - dzień 6

Dziś o 9:30 wyruszełem autobusem Knutsford Express w stronę Ocho Rios. Bilet w jedną stronę kosztował mnie 1800 JMD. 
Na miejscu przywitał mnie deszcz i praktycznie całkowite zachmurzenie nieba. Na szczęscie było ciepło. Brak ładnej pogody skomplikował znacznie moje plany. Na początku wybrałem się na deszczowy spacer po mieście. Okazało się że jest znacznie bardziej turystyczne niż Kingston. Ceny często podawane są w USD i do tego jest znacznie drożej niż w stolicy. 
Gdy była już godzina 12 i deszcz trochę ustał, to znalazłem taksówkę, którą za 5 USD udałem się w stronę wodospadów Dunn's Falls. Wstęp to koszt 20 USD. Ważne aby mieć ze sobą buty do chodzenia w wodzie bo inaczej przyjdzie nam wydać 7 USD na wynajęcie butów lub 19 USD na ich zakup. Kolejnym kosztem od jakiego trudno uciec to skrytki na rzeczy które kosztują 5 USD oraz 3 USD kaucji za kluczyk.
Przed przybyciem do Dunn's Falls wyczytałem, że dobrze mieć przewodnika który przejdzie z nami przez wodospad. Dlatego też, po schowaniu rzeczy do szafki udałem się na poszukiwania przewodnika. Chyba ze względu na brzydką pogodę miałem przewodnika na wyłączność, który dodatkowo wziął mój aparat aby robić mi zdjęcia w trakcie wspinaczki po wodospadzie.  Muszę przyznać, że była to bardzo ciekawa przygoda.

Gdy opuszczałem teren wodospadów była już po godzinie 14, zatem zdecydowałem udać się na obiad. Na miejsce docelowe wybrał zlokalizowane w Drax Hall Scotchie's, które to miejsce jest lokalnym centrum tradycyjnej potrawy "Jerk Chicken". Na obiad dotarłem za 1 USD taksówką tzw. "route taxi", która jest swego rodzaju zbiorowem transportem. W restauracji spędziłem więcej czasu niż przewidziałem bowiem jak skończyłem już jeść to znowu zaczął intensywnie padać deszcz.

Gdy na chwilę deszcz przestał padać, ruszyłem w stronę drugiego celu - Mystic Mountain. Niestety gdy dotarłem do celu, to nie dość że deszcz zaczął padać intensywniej to jeszcze okazało się że własnie zamykają. Zaskoczyło mnie to trochę bo była dopiero godzina 15:30. W związku z zaistniałą sytuacją nie pozostało mi nic innego jak znaleźć kolejną taksówkę i wrócić do Ocho Rios.
Deszcz niestety rozpadał się na dobre, więc po tym jak trochę pokręciłem się po mieście zdecydowałem udać się na dworzec autobusowy, żeby tam pod dachem poczekać ponad 2 godziny na mój autobus. Gdy dotarłem na miejsce okazało się, że właśnie odjeżdza wcześniejszy autobus do Kingston, w którym były wolne miejsca. W ogóle nie wahałem się aby skorzystać z tej możliwości. 

środa, 29 października 2014

Jamajka - dzień 3

Dzisiejszy wpis będzie pod znakiem jedzenia :)
Na śniadanie miałem okazję spróbować tradycyjnej potrawy: Akee & saltFish oraz smażonych pierożków (fried dumplings), które przypominały mi zakalca podsmażonego na głębokim tłuszczu. Obie potrawy były bardzo oryginalne w smaku.
Na obiad odwiedziłem lokalną pierogarnię Juici Patties. Pierożek z wołowiną i zupa z kurczaka były znakomite. Niestety pierożek z krewetkami był średni.
Po pracy już tradycyjnie odwiedziłem pobliski supermarket John R Wong, żeby zobaczy co ciekawego można znaleźć na półkach. Oto co udało mi się wypatrzyć:
  • sok z owoca guanabana (ang. soursop), który podobno znakomicie nadaje się do walki z rakiem
  • śliwkę jamajską - June Plum - o bardzo oryginalnym kształcie
  • Wino Red Label Wine, które podobno jest lokalnym hitem
  • Wino Magnum Tonic Wine, które zgodnie z opisem na opakowaniu dodaje dużo energii
  • Marmoladę z guawy, której nie widziałem od mojego ostatniego pobytu na Kubie




wtorek, 28 października 2014

Jamajka - dzień 2

Dziś zaskoczyło mnie menu na śniadanie. Mianowicie do wyboru były między innymi gotowany banan czy wątróbka. Banan moim zdaniem był w ogóle bez smaku ale za to wątróbka była znakomita - delikatnie pikantna i soczysta. W biurze okazało się, że gotowany banan to jeden z przysmaków Jamajczyków, więc chyba będę musiał dać mu drugą szansę.

Na Jamajce bardzo popularne są napoje na bazie imbiru. Zaczynając od herbaty imbirowej, przez piwo imbirowe, kończąc na winie imbirowym. Pewnie są jeszcze inne wynalazki ale te na chwilę obecną udało mi się zauważyć. Piwo imbirowe nie ma nic wspólnego ze znanym w Polsce piwem z sokiem imbirowym. Talawah Ginger Beer ma dość ostry smak, charakterystyczny dla imbiru. Palenie w buzi czuć jeszcze przez dłuższy czas po wypiciu.

Mimo, iż moja droga z biura do hotelu jest dość krótka, to lokalni zdązą mi zaproponować wiele rozrywek takich jak palenie zioła oraz umożliwić mi pożyczenie sobie jednego dolara. Co ciekawe o pieniądze najczęsciej pytają Jamajki.


poniedziałek, 27 października 2014

Jamajka - dzień 1

Na Jamajkę doleciałem w ramach podróży służbowej. Leciałem przez Chicago (LOT) i Miami (American Airlines) co łącznie zajęło mi około 27 godzin. Po przybyciu na miejsce musiałem swoje odczekać w długiej kolejce do kontroli paszportowej. Jeszcze na lotnisku wymieniłem 100 USD na dolary jamajskie JMD po kiepskim kursie 1 USD - 95 JMD.
Szukając taksówki którą chciałem dojechać do hotelu Jamaica Pegasus, uwagę moją zwrócił fakt, że taksówkarz który zaproponował mi transport, zapłacił innemu Jamajczykowi za podstawienie samochodu. Kurs z lotniska do dzielnicy New Kingston to wydatek 30 USD, ale cenę warto ustalić przed udaniem się w podróż.
Na Jamajce jak się okazuje obowiązuje ruch lewostronny co szybko sprawiło, że zrezygnowałem z rozważania o wynajęciu samochodu.
W biurze na moją uwagę zwróciły pomarańcze z zieloną skórką, które były bardzo słodkie i soczyste mimo iż kolor ich skórki wskazywałby na coś zupełnie innego