Piąty dzień naszego pobytu na Maderze rozpoczęliśmy od krótkiej wizyty w Funchal celem pobrania krwi mojej Żony do oznaczenia poziomu hormonu Beta-HCG oraz progesteronu zgodnie z zaleceniami naszego lekarza. Krew moja Żona oddała do badania w laboratorium Teixeira e Gois. Ceny oznaczenia poziomu hormonów są dokładnie takie jak w Polsce a wyniki można odebrać osobiście lub zostaną do nas przysłane pocztą elektroniczną.
| Owoc filodendrona na straganie |
Gdy sprawę pobrania krwi udało nam się załatwić, ruszyliśmy w dalszą drogę w stronę miejscowości Calheta.
Calheta wydaje się być bardzo atrakcyjnym miejscem na wypoczynkowy pobyt na Maderze. W miejscowości tej są dwie piaszczyste plaże bezpośrednio przy których zlokalizowane są dwa hotele. Zejście do oceanu jest co prawda kamieniste, ale sama plaża piaszczysta i do tego zatoka w której można spokojnie popływać. Wzdłuż plaży jest płatny parking, z którego skorzystać mogą osoby przyjeżdżające do Calheta na kilka godzin. W Calheta mogliśmy też zobaczyć z bliska małą plantację bananów.
| Plaża w miejscowości Calheta. |
| Banany na plantacji |
Po zamoczeniu nóg w ocenianie ruszyliśmy w dalszą drogę. Przejechaliśmy promenadą wzdłuż brzegu oceanu przez miejscowość Madalena do mar, podziwiając jednocześnie wzgórza w całości porośnięte przez plantacje bananów.
Na chwilę zatrzymaliśmy się przy punkcie widokowym w miejscowości Ponta do Sol aby zrobić kilka zdjęć przed dalszą droga.
| Punkt widokowy w Ponta do Sol |
Kolejnym punktem programu była Ribeira Brava w której zatrzymaliśmy się na dłużej. Po zaparkowaniu samochodu na płatnym parkingu udaliśmy się do pobliskiej kawiarny aby zjeść kanapkę i napić się czegoś. Wybór padł na O Heredica snack bar, gdyż bar ten miał stoliki umiejscowione na słonecznym rynku. Po krótkim odpoczynku ruszyliśmy na zwiedzanie miasteczka.
| Igreja Matriz de Sao Bento |
Miasto tętni życiem szczególnie wzdłuż położonej przy plaży promenady. Są tam liczne sklepy i restauracje. Plaża nie jest już niestety tak atrakcyjna jak w Calheta.
| Plaża w Ribeira Brava |
Kolejnym punktem naszej wycieczki było Cabo girao czyli szklany balkon zawieszony nad oceanem na wysokim urwisku. Widoki są niesamowite, ale w delektowaniu się tym miejscem przeszkadza niewątpliwie dziki tłum turystów. Do momentu przybycia do Cabo girao myślałem, że w grudniu na Maderze turystów nie ma zbyt wielu... jak się okazało wszyscy są w Cabo girao i dlatego w innych miejscach ich nie widać ;)
| Szklany balkon na Cabo Girao |
| Patrząc w dół z Cabo Girao |
Za tłumem turystów nigdy nie przepadaliśmy a co za tym idzie dość szybko ruszyliśmy w dalszą drogę. Niestety w Camara de Lobos znowu spotkaliśmy tłum turystów... Wszyscy chyba szukali suszących się na słońcu dorszy?!
| Dorsze suszące się na słońcu w Camara de Lobos |
Poza portem w którym czasem można zobaczyć suszące się dorsze (nam się udało) i kilkoma barami ciasno umiejscowionymi przy porcie w tej mieścinie chyba nie ma nic ciekawego.
Licząc na smaczny obiad i świeżą rybę z racji bliskości portu zajęliśmy miejsce w jednym z barów. Wybór padł na Bar Number Two. Zamówiliśmy dorsza i lapas (owoce morza). Niestety oba dania były po prostu niesmaczne. Szczerze radzę omijać to miejsce...
W poszukiwaniu lepszego jedzenia ruszyliśmy do Funchal gdzie znaleźliśmy restaurację Restaurante o Arco. Był to znakomity wybór. Za 6,5 euro można było zjeść pysznego łososia z warzywami, ziemniakami i napojem. Był to jednocześnie najtańszy obiad jaki mieliśmy okazję jeść na Maderze. Każdemu odwiedzającemu Funchal polecam wizytę w tej restauracji. Po drugim, ale tym razem pysznym obiedzie ruszyliśmy na krótki spacer po Funchal.
| Budynek Banco de Portugal |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz