Dzisiejszy dzień był, a w zasadzie jest baaardzo długi. Całą noc jechaliśmy z San Gil (przesiadka i około 2,5h czekania na autokar w Bucaramanga) do Medellin.
W końcu po ok 11h podróży zmęczeni dotarliśmy do celu, jednak okazało
się, że to nie koniec naszej podróży, ale o tym za chwilę.
Autokary w Kolumbii (nie tylko Expreso Brasilia) są bardzo
komfortowe. Zawsze jest dużo miejsca na nogi, można spokojnie rozłożyć
fotele (prawie na leżąco) bez wyrzutów sumienia, że komuś za nami będzie
niewygodnie i za ciasno. Tym razem mieliśmy na tyle szczęścia, że nasz
autokar nawet w połowie nie był zapełniony, także całkowity komfort
jazdy.
Wracając do naszej podróży, nie zatrzymaliśmy się na długo w Medellin,
ponieważ okazało się, że dotarliśmy tutaj troszkę później niż
przypuszczaliśmy, bo ok 8 a w planach mieliśmy jeszcze wycieczkę do Santa Fe de Antioquia.
Zatem zostawiliśmy nasze rzeczy w przechowalni bagaży i o 8:45
wyruszyliśmy w ok 2h podróż do tego małego, malowniczego miasteczka. Po
dotarciu do celu rozpoczęliśmy zwiedzanie od Iglesia Santa Barbara i oczywiście okazało się, że jest zamknięty...
Troszkę zawiedzeni już chcieliśmy odchodzić, ale podeszły do nas dwie
przesympatyczne Kolumbijki. I tutaj właśnie zaczęła się nasza przygoda z
tymi paniami. Na początek- okazało się, że w kościele był dozorca.
Stawiał opór odnośnie wpuszczenia nas do środka, ale panie przekonały go
i tym sposobem zostaliśmy oprowadzeni po kościele.
Potem Kolumbijki postanowiły pokazać nam piękno ich miejscowości i
zabrały nas na wycieczkę małym tuk tukiem (tak się nazywały te małe
pojazdy na Sri Lance, a tutaj to chyba po prostu taxi) nad Puente de Occidente (wiszący most z 19-tego wieku).
Porobiły nam zdjęcia, oprowadziły, poopowiadały, po czym pojechaliśmy do
ich domu. Okazało się, że była to ciocia z siostrzenicą. Maria - ta
młodsza (ok 45 - to letnia pani) zaproponowała nam nocleg u jej
rodziców, oprowadziła po domku (zresztą bardzo ładnym, z 2 labradorami i
basenem), poczęstowała wodą, po czym zawiozła do knajpki na obiad.
Oczywiście z noclegu, mimo namów nie skorzystaliśmy, bo raz że rzeczy
mieliśmy w Medellin (dla pani to nie był żaden problem), a dwa że
chcieliśmy też zobaczyć to miasto i nie stresować się, tym czy zdążymy
na jutrzejszy samolot do Cartageny czy nie. Tak czy inaczej panie
były przemiłe i bardzo gościnne. Maria ponoć też przyjechała tutaj na
wakacje do rodziców, a na stałe mieszka w Miami.
Około 14 wyruszyliśmy ponownie w kierunku Medellin. Po dotarciu
na dworzec odebraliśmy rzeczy i udaliśmy się w poszukiwaniu hostelu.
Postanowiliśmy poszukać bliżej centrum, a nie w El Pueblito ze względu na niewielką ilość czasu na zwiedzanie. Koniec końców zakwaterowaliśmy się w Hostal Medellin Colombia
(Carrera 69 #46 B-17). Bardzo sympatyczna właścicielka, lokalizacja 4
min od stacji metra, hamak w patio, pokoje z kotarami zamiast drzwi,
ładna kuchnia i wspólna łazienka na piętro z ciepłą wodą - to tak w
skrócie charakterystyka miejsca (cena 45 000 COP za dobę za pokój
dwuosobowy). Okolica jest bardzo przyjemna - mnóstwo knajpek z latynoską
muzyką, sporo turystów i ogólnie bardzo fajny klimat:)
Jutro mamy w planie poranne zwiedzanie Medellin i o 15:40 wylatujemy z liniami lotniczymi Avianca do Cartageny...(bilety udało nam się kupić w super promocyjnej cenie dla Kolumbijczyków - ok 35000 COP za osobę)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz