czwartek, 9 kwietnia 2015

Japonia - dzien 4

Dzisiaj na szczęście pogoda się poprawiła i mogliśmy udać się w stronę dworca kolejowego bez otwartych parasolek. Na godzinę 11:30 mieliśmy wykupiony bilet na pociąg do Kioto czyli kolejnego punktu naszego programu.
Za każdym razem jak zjeżdżaliśmy windą hotelu Toyoko Inn rzucała się nam w oczy niezwykła przezorność Japończyków - rozładowanie ładunków nagromadzonych na ciele przed wezwaniem windy :)
Bezpieczna winda:)
Po drodze na dwrzec zakupiliśmy tradycyjne japońskie smakołyki:
Liczi z solą

Pandy z nadzieniem

Na dworcu zaskoczyło nas, że pociąg był dokładnie czyszczony, a wszystkie fotele obracane w stronę kierunku jazdy przed tym jak pozwolono wejść do niego pasażerom. Przed drzwiami do pociągu nie było tłumu przepychających się podróżnych co jest charakterystyczne na dworcach kolejowych w Polsce. tutaj wszyscy stali wzdłuż linii, które pokazywały kierunek kolejki. Panował niesamowity porządek. 
Podróż pociągiem trwała 140 minut. Niestety nie wiem z jaką prędkością jechaliśmy bowiem wszystkie napisy były w języku japońskim.
Z dworca kolejowego udaliśmy się piechotą do hotelu Ryokan Kyoraku. Zgodnie z naszymi przewidywaniami był to tradycyjny japoński hotel, w którym od razu po wejściu trzeba było zdjąć buty i założyć przygotowane kapcie aby móc chodzić po matach tatami.
Pokój był bardzo duży i ładny z dwoma łóżkami futon. Wchodząc do pokoju musieliśmy zdjąć nawet kapcie, a po matach przemieszczać się w skarpetkach. Specjalne przeszkolenie otrzymaliśmy od Pana z recepcji, który zaprowadził nas do pokoju.

Łóżka futon
Kącik herbaciany

Po krótkim odpoczynku i regeneracji sił wyruszyliśmy na zwiedzanie Kioto. Na dworcu autobusowym kupiliśmy dobowy bilet za 500 yen i autobusem 206 pojechaliśmy do świątyni Yasaka. W okolicy świątyni w oczy rzuca się masa kobiet ubranych w kimona. Szczerze nie wiem czy były to Japonki czy turystki z innych państw Azji.Niewątpliwie prawdą jest. że w zdecydowanej większości wyglądały w kimonach po prostu doskonale.
Świątynia Yasaka
Spacerując po parku tworzącym świątynię po raz kolejny zwróciliśmy uwagę na to, że w Japonii praktycznie nie ma koszy na śmieci a mimo to jest bardzo czysto. Ponadto bardzo trudno jest znaleźć ławkę na której można chwilę odpocząć co jest niezwykle ważne gdy podróżuje się z ciężarną Żoną.
Następnie udaliśmy się do dzielnicy Gion. Niestety Gejszy żadnej nie spotkaliśmy. Widzieliśmy za to drzewa wyrastające jakby z dachów budynków.

Drzewa wyrastające z dachu
Dowiedzieliśmy się, że aby kupić bilety na spektakl w teatrze Gion Corner należy przyjść 1,5 godziny przed spektaklem i stać w długiej kolejce turystów.
Spacerem udaliśmy się w stronę Yasaka Pagoda.

Yasaka Pagoda
Niestety w okolicy nie było łato znaleźć sensownego punktu z jedzeniem. W miejscu jakie wybraliśmy fajerwerków nie było i po raz pierwszy w Japonii (i ostatni) dostaliśmy sztućce do obiadu....Gdy się trochę wzmocniliśmy udaliśmy się w kierunku świątyni Kiyomizu-dera. Po drodze spotkaliśmy dwie uciekające przed turystami Maiko oraz inne ciekawie ubrane Japonki. Jedna z Maiko dała się przekonać na zrobienie sobie zdjęcia z moją Żoną!


Tłumy w okolicy Kiyomizudera

Nie ma jak selfie
Zbliżała się już godzina 17, dlatego zdecydowaliśmy się wziąć taksówkę i wrócić nią do Gion Corner, aby stanąć w kolejce po bilety na wieczorny spektakl. Spektakl w teatrze Gion Corner to 5 sztuk, z których jedną jest pokaz tańca Maiko. Myślę, że większość osób przyszła tylko ze względu na ten taniec.
Taksówka z koniczynką

Teatr Gion Corner

Taniec Maiko
Po spektaklu autobusem wróciliśmy do Kyoto Station. Po dotarciu zdecydowaliśmy się na przetestowanie lokalnej sieci z burgerami - Lotteria. Niewątpliwą ciekawostką jest, że kanapki tutaj przynoszone są do stolika. Niestety o naszej kanapce zapomnieli i po 6 minutach oczekiwania musieliśmy się przypomnieć i czekać kolejne 3 minut na otrzymanie kanapki. Kanapka jednak nas nie powaliła. Był to przeciętny burger.
Taniec Maiko

Po wyjściu z Lotteria, moja Żona stwierdziła, że miałaby ochotę na owoc na deser. Dlatego też udaliśmy się do sklepu mieszczącego się nieopodal naszego hotelu. Wybór padł na "jabłko fuji". W sumie był to jedyny gatunek jabłek dostępny w sklepach. Każde jabłko było indywidualnie pakowane w przezroczystą folię z kokardką na górze. Kosztowało jedynie 183 yen. Tak, jest to cena za sztukę a nie za kilogram. Mimo ceny, jabłko było bardzo smaczne:)





Jabłko Fuji

Wieża w Kioto



środa, 8 kwietnia 2015

Japonia - dzien 3

Dzisiaj wybraliśmy się do Kamakury z dworca Tokyo Station. Razem z biletem do Kamakury kupiliśmy w JR Ticket Office bilet na shinkansen do Kyoto. Tym razem bezproblemowo udało się nam zapłacić za bilet kartą kredytową. Do potwierdzenia zakupu nie został jednak wykorzystany PIN ale podpis. Mimo to zakup okazał się skuteczny, a pieniądze zostały zablokowane na rachunku karty.
Dzień był deszczowy więc zwiedzanie Kamakury nie należało do przyjemnych. Praktycznie cały czas padał deszcz i było około 5 stopni. Dobrze, że mieliśmy ze sobą ciepłe ubrania, czapki , rękawiczki i parasolki.
Na początku skierowaliśmy się w stronę Wielkiego Buddy - czyli jednej z głównych atrakcji w miejscowości Kamakura. Po drodze natknęliśmy się na ciekawą wystawę ze sztucznymi lodami.

Sztuczne lody
Po dotarciu na miejsce przywitał nas tłum turystów, którzy chcieli zobaczyć Wielkiego Buddę mimo wyjątkowo paskudnej tego dnia pogody.

Wielki Budda
Następnym punktem programu była Świątynia zmarłych dzieci - Hase-Dera. Po drodze posililiśmy się najdroższym do tej pory udonem z tempurą - 1300 Yen. Aczkolwiek czego człowiek nie zrobi żeby się rozgrzać:). Na deser kupiliśmy sobie ciastko ze słodkiej czerwonej fasoli.
Świątynia zlokalizowana jest na wzniesieniu, wśród bujnej roślinności.  Przed wejściem do Hase - Dera znajduje się okazały bonsai.
Wejście do Hase-Dera
 W świątyni są liczne malutkie kamienne figurki, które reprezentują zarówno dzieci nienarodzone, jak i te które urodziły się martwe czy zmarły we wczesnym niemowlęctwie. Ludzie często przynoszą tu zabawki, słodycze czy kwiatki i składają w świątyni. Dla nas było to miejsce szczególne...


Dzieci w Hase-Dera
Po zwiedzeniu Kamakury mieliśmy w planie przenieść się do Yokohama, aczkolwiek porzuciliśmy te plany ze względu na paskudną pogodę i fakt iż zdążyliśmy już mocno zmarznąć. Nie chcieliśmy się przeziębić szczególnie ze względu na ciążę mojej Żony. 
Na dworcu w Tokyo zdecydowaliśmy się na zakup biletu na Shinkansen w relacji Osaka - Tokyo. Wynikało to z tego, że za wszystkie bilety chcieliśmy płacić kartą, a niestety jak nauczyło nas doświadczenie możliwość ta nie była wszędzie dostępna.
Przed powrotem do pokoju zjedliśmy znakomity Udon Curry żeby się rozgrzać.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Japonia - dzien 2

Przed śniadaniem rozpoczęliśmy naukę obsługi klimatyzacji. Pilot niestety był całkowicie po Japońsku co dodatkowo utrudniało to zadanie. 
Pilot klimatyzacji
Z pomocą przyszła nam aplikacja Google Translate, która umożliwia tłumaczenia tekstu z obrazu zarejestrowanego przez kamerę aparatu w telefonie. Dzięki temu szybko ustaliliśmy który przycisk odpowiada za chłodzenia a który za regulację nawiewu. Polecam tą aplikację każdemu kto wybiera się do Japonii. Należy pamiętać tylko, że tłumaczenie z obrazków możliwe jest tylko podczas połączenia z internetem.
Śniadanie w hotelu Toyoko Inn było bardzo smaczne. Do wyboru były kulki ryżowe onigiri, sałatki z glonami lub makaronem, pieczywo tostowe, klopsiki. zupa miso oraz herbata lub kawa. Jedzenia było wystarczająco i każdy mógł się bez problemu najeść. Praktycznie do samego końca kucharki donosiły potrawy, żeby nawet dla ostatnich gości niczego nie zabrakło. 
Po śniadaniu zostaliśmy zmuszeni do nabycia parasolki za 360 yen gdyż od rana padał deszcz i tak uzbrojeni wybraliśmy się na targ rybny Tsukiji. 
Na targu można zjeść wiele ciekawych potraw takich jak pierogi na parze, suszone kalmary, omlety, sushi czy ciasteczka Kashiwa Mochi (zapkowane w liść ciastka ryżowe). 
 
Suszone kalmary na wagę
W okolicach południa do barów sushi zaczęły ustawiać się kolejki zatem na sushi warto przyjść chwilę przed porą obiadową. 
Następnie pojechaliśmy do dzielnicy z elektroniką - Akihabara. Sklepy są tutaj po prostu ogromne - 8 pięter a każde z nich porównywalne z jednym sklepem Media Mark. Samych pokrowców na telefony Iphone 6 było chyba z 10 regałów. 

Pokrowce do iPhone 6
Ceny aparatów fotograficznych okazały się praktycznie identyczne jak w Polsce, zatem zakupy elektroniki w Japonii nie wydają się być już atrakcyjne. Można za to natknąć się na wiele interesujących produktów,niespotykanych w innych miejscach świata, jak na przykład : aparat Hello Kitty czy Facial Fitness Pao (reklamowany przez Ronaldo).

Facial Fitness PAO
Wychodząc z jednego ze sklepów spotkaliśmy pierwszą dziewczynę, która swoim ubiorem przypominała mangę. Niestety zdjęcie udało się nam zrobić jedynie od tyłu.
Na ulicy można też kupić najróżniejsze maseczki.
W okolicy Akihabara mieliśmy też pierwszy problem z używaniem polskich kart płatniczych. Nie udało nam się kupić biletu na pociąg do Kyoto korzystając ani z karty debetowej ani kredytowej. Przyznam, że sytuacja mnie trochę zaskoczyła gdyż przed wyjazdem upewniałem się że w punktach JR Ticket Office płatności zagranicznymi kartami są akceptowane. Jak widać na tym przykładzie, nie dotyczy to wszystkich takich punktów.. Nie chcieliśmy pozbywać się gotówki na drogie bilety kolejowe (w przeliczeniu około 450 zł / osoba) dlatego też uznaliśmy że poszukamy innego punktu w którym może nasze karty będą akceptowane.
Następnie udaliśmy się zobaczyć słynne na całym świecie skrzyżowanie Shibuya.

W okolicy wiele osób robi sobie "selfie" i można też spotkać młodzież w dziwacznych strojach jak na przykład chłopców w spódnicach.


Aby odpocząć trochę od zwiedzania usiedliśmy na chwilę w pobliskiej kawiarni gdzie mieliśmy okazję spróbować deseru z czerwoną fasolą i lodami z zielonej herbaty.

Na zakończenie dzisiejszego dnia udaliśmy się na 45 piętro Tokyo Metropokitan Government gdzie za darmo można zobaczyć panoramę Tokyo. Jedyną wadą tego miejsca jest fakt, że Tokyo podziwiać można jedynie przez szyby co komplikuje robienie zdjęć.
Tokyo Metropokitan Government
Tokyo nocą


niedziela, 5 kwietnia 2015

Japonia - dzien 1

Z Warszawy wylecieliśmy punktualnie o 12:40 samolotem linii Aeroflot. Uwagę moja zwróciła informacja ze odprawa kończy się 20 minut przed odlotem i po tym czasie rozpoczynają wyładowanie bagażu. Bardzo dobry to zwyczaj bowiem dzięki temu samolot ma szanse na punktualny odlot. Na ogromny plus zasługuje fakt ze na krótkim locie do Moskwy dostaliśmy kanapkę, soczek oraz do wyboru: wodę, kawę i herbatę zielona lub czarna.
W Moskwie wylądowaliśmy o czasie. Odprawa paszportowa jak i kontrola bezpieczeństwa przebiegły błyskawicznie. Obsługa jedynie chciała dokładniej przeanalizować lidlowe ciasteczka jakie miałem w plecaku. Zaskakujące dla nas było ze nikt z obsługi nie mówił po angielsku.
Ceny na lotnisku w Moskwie nie są tak wysokie jak dawniej. Głównie dzięki niskiemu kursowi rubla. Za kawę cappuccino zapłaciliśmy 240 rubli czyli około 16 zł. Jak kilka lat temu lecieliśmy przez Moskwę na Kubę to ceny były zdecydowanie wyższe i za kawę można było zapłacić ok 50 zł.
Lot do Tokio o 19:00.
W samolocie poza standardowym kocem i poduszka rozdają jeszcze kapcie. Niestety nam ktoś okradł jeden kapeć dość szybko. Prawdopodobnie po tym jak zgubił swój. Zatem wniosek jest taki ze trzeba pilnować darmowych kapci bo to łakomy kasek!!
Ponadto w trakcie lotu otrzymaliśmy dwa cieple posiłki, a czas spędzony na pokładzie umilał nam bogaty zbiór filmów i seriali.
W Tokio wylądowaliśmy punktualnie o 10:35 ale gdy opuszczaliśmy lotnisko była godzina 12:30.

Te 2 godziny po przylocie poświęciliśmy na:
  • Odprawę celno-paszportowa połączoną ze skanowaniem palców i robieniem zdjęcia,
  • odebranie z poczty router bezprzewodowego firmy JapanWireless,
  • Zakup dwóch biletów na Tokyo Metro  oraz Toei Subawy ważnych przez 2 dni(1200yen każdy),
  • Zakup biletu na pociąg do Tokio.
Przy ostatnim punkcie zatrzymam się na dłużej. Przed przyjazdem miałem w planie jechać pociągiem Skyliner do stacji Ueno gdyż zgodnie z planem z Hyperdia było to najlepsze połączenie. Okazało się jednak ze te pociągi jeżdżą co godzinę i do odjazdu mieliśmy 58 minut. Częściej kursują zwykle pociągi które kosztują polowe ceny Skyliner i podroż trwa 30 minut dłużej. Zdecydowaliśmy się zatem skorzystać ze zwykłego pociągu w cenie 1020yen który odjeżdżał za 10 minut.
W trakcie jazdy mogliśmy podziwiać kwitnące wiśnie oraz perfekcyjnie przycięte japońskie ogródki. Polowe drogi przespaliśmy ze zmęczenia.
Na stacji Ueno przesiedliśmy się w metro, którym dojechaliśmy w pobliże hotelu Toyoko Inn Nihonbashi Zeimusho-mae.
Metro

Dotarcie do hotelu nie byłoby jednak możliwe gdyby nie japończyk z komórką z GPS którego napotkaliśmy wychodząc z metra.
Przed meldunkiem w hotelu, który to był możliwy dopiero o godzinie 16 zjedliśmy obiad w pobliskiej chińskiej restauracji gdyż byliśmy już bardzo głodni.
Po rozpakowaniu bagaży udaliśmy się na wieczorne zwiedzanie dzielnicy Ginza gdzie też spotkaliśmy pierwszą Japonkę w tradycyjnym kimono. Niestety była tak szybka, że nie udało się nam zrobić jej zdjęcia. Zakupy w okolicznych luksusowych sklepach nie wydały nam się atrakcyjne więc wróciliśmy do hotelu aby wypocząć przed kolejnym dniem.
Zestaw Japan-Wireless wygląda tak:
Japan-Wirless.com


środa, 31 grudnia 2014

Teneryfa - dni 7 - 11

Druga część pobytu na Teneryfie spędziliśmy na pobliskiej plaży z pięknym wulkanicznym piaskiem - playa la arena. Pogoda była znakomita, niebo bezchmurne a temperatura oscylowała w okolicy 25 stopni. Jedynie jednego dnia niebo było zachmurzone przez cały dzień ale mimo to było dość ciepło i można było spędzić czas na spacerach.
Widok z hotelu
 W sylwestra większość restauracji w Puerto de Santiago była normalnie otwarta z tym że w części z nich były zamknięte kolacje ( wymagana była wcześniejsza rezerwacja, a ceny za osobę wynosiły od 25 do 70 euro). Mimo to jak ktoś nie miał ochoty uczestniczyć w takiej kolacji to bez problemu można było znaleźć restaurację podająca normalne dania z karty.
W naszym hotelu Los Dragos del Sur była uroczysta kolacja od 20:30 do 22:30. Uczestnictwo w niej wymagało dopłaty między 20 a 35 euro w zależności od tego jaki pakiet wyżywienia dany gość miał wykupiony. My nie skorzystaliśmy z tej możliwości i zamieniliśmy kolację na zwykły lunch w godzinach 13:30-15:00.
O północy w całym Puerto de Santiago i Los Gigantes głośno było od wystrzałów fajerwerków. Ponadto na Nowy Rok popularne są winogrona puszkowane - "Uvas de fin de ano", które ludzie jedzą na szczęście.

Winogrona na koniec roku

sobota, 27 grudnia 2014

Teneryfa - dzień 6

Dziś wybraliśmy się na ostatnia podróż samochodem po Teneryfie. Za pierwszy cel obraliśmy miasto Icod de los Vinos ze względu na sławne drzewo - drago tree. Podobno ma ono ponad 1000 lat. Do miasta dojazd był bardzo łatwy, ale do samego drzewa już niestety nie. Niestety nie było zbyt wielu znaków wiec musieliśmy zapytać o drogę przechodniów. Samochód zaparkowaliśmy na parkingu podziemnym w okolicy Parque del drago. W okolicy jest wielu naganiaczy zapraszających na darmowe degustacje wina, serów i mojo. Samo drzewo najlepiej podziwiać bez wchodzenia do parku. Można też zrobić ładne zdjęcie.
Drago Tree

Następnie udaliśmy się do Garachicho. Do 1706 roku był to rozwijający się port, kiedy to wybuch wulkanu i lawa zniszczyły większa cześć miasta. Obecnie można podziwiać pozostałości dawnego portu -puerta del tierra, usytuowana obecnie w głębi lądu. W mieście nie ma plaży ale są wulkaniczne oczka wodne wypełnione wadą z oceanu do których prowadzą wykute w skałach schodki.

"Plaża"
Na obiad zjedliśmy tradycyjna zupę kanaryjska i gotowana ośmiornicę w knajpie Casa Ramon. Miejsce to zdecydowanie różni się od współczesnych restauracji, a toaleta to praktycznie dziura w ziemi. Mimo to obiad był bardzo smaczny.

Następnie udaliśmy się w kierunku Punta de Teno. Gdy dojechaliśmy do Buenavista del Norte zaniepokoił nas fakt że znaki prowadzące do Punta de Teno były zasłonięte. Mimo to podążyliśmy za nimi aż dotarliśmy do znaku informującego że dalsza droga jest zamknięta. Jak później przeczytaliśmy w internecie droga została zamknięta 30 września 2013 i nie będzie otwarta prawdopodobnie aż do pierwszych miesięcy 2015. Polecamy zatem sprawdzić czy droga jest otwarta przed jechaniem w tamta stronę. Można to zrobić pod adresem: www.puntadeteno.com
Ponieważ do momentu oddania samochodu mieliśmy jeszcze trochę czasu zdecydowaliśmy się pojechać na plażę - Playa de San Juan. Miejsce to nas rozczarowało głównie ze względu na umiejscowienie plaży w jednej malej zatoce razem z portem. Ponadto plaza okazała się kamienista.