Dzisiaj na szczęście pogoda się poprawiła i mogliśmy udać się w stronę dworca kolejowego bez otwartych parasolek. Na godzinę 11:30 mieliśmy wykupiony bilet na pociąg do Kioto czyli kolejnego punktu naszego programu.
Za każdym razem jak zjeżdżaliśmy windą hotelu Toyoko Inn rzucała się nam w oczy niezwykła przezorność Japończyków - rozładowanie ładunków nagromadzonych na ciele przed wezwaniem windy :)
 |
| Bezpieczna winda:) |
Po drodze na dwrzec zakupiliśmy tradycyjne japońskie smakołyki:
 |
| Liczi z solą |
 |
| Pandy z nadzieniem |
Na dworcu zaskoczyło nas, że pociąg był dokładnie czyszczony, a wszystkie fotele obracane w stronę kierunku jazdy przed tym jak pozwolono wejść do niego pasażerom. Przed drzwiami do pociągu nie było tłumu przepychających się podróżnych co jest charakterystyczne na dworcach kolejowych w Polsce. tutaj wszyscy stali wzdłuż linii, które pokazywały kierunek kolejki. Panował niesamowity porządek.
Podróż pociągiem trwała 140 minut. Niestety nie wiem z jaką prędkością jechaliśmy bowiem wszystkie napisy były w języku japońskim.
Z dworca kolejowego udaliśmy się piechotą do hotelu
Ryokan Kyoraku. Zgodnie z naszymi przewidywaniami był to tradycyjny japoński hotel, w którym od razu po wejściu trzeba było zdjąć buty i założyć przygotowane kapcie aby móc chodzić po matach tatami.
Pokój był bardzo duży i ładny z dwoma łóżkami futon. Wchodząc do pokoju musieliśmy zdjąć nawet kapcie, a po matach przemieszczać się w skarpetkach. Specjalne przeszkolenie otrzymaliśmy od Pana z recepcji, który zaprowadził nas do pokoju.
 |
| Łóżka futon |
 |
| Kącik herbaciany |
Po krótkim odpoczynku i regeneracji sił wyruszyliśmy na zwiedzanie Kioto. Na dworcu autobusowym kupiliśmy dobowy bilet za 500 yen i autobusem
206 pojechaliśmy do świątyni Yasaka. W okolicy świątyni w oczy rzuca się masa kobiet ubranych w kimona. Szczerze nie wiem czy były to Japonki czy turystki z innych państw Azji.Niewątpliwie prawdą jest. że w zdecydowanej większości wyglądały w kimonach po prostu doskonale.
 |
| Świątynia Yasaka |
Spacerując po parku tworzącym świątynię po raz kolejny zwróciliśmy uwagę na to, że w Japonii praktycznie nie ma koszy na śmieci a mimo to jest bardzo czysto. Ponadto bardzo trudno jest znaleźć ławkę na której można chwilę odpocząć co jest niezwykle ważne gdy podróżuje się z ciężarną Żoną.
Następnie udaliśmy się do dzielnicy Gion. Niestety Gejszy żadnej nie spotkaliśmy. Widzieliśmy za to drzewa wyrastające jakby z dachów budynków.
 |
| Drzewa wyrastające z dachu |
Dowiedzieliśmy się, że aby kupić bilety na spektakl w teatrze Gion Corner należy przyjść 1,5 godziny przed spektaklem i stać w długiej kolejce turystów.
Spacerem udaliśmy się w stronę Yasaka Pagoda.
 |
| Yasaka Pagoda |
Niestety w okolicy nie było łato znaleźć sensownego punktu z jedzeniem. W miejscu jakie wybraliśmy fajerwerków nie było i po raz pierwszy w Japonii (i ostatni) dostaliśmy sztućce do obiadu....Gdy się trochę wzmocniliśmy udaliśmy się w kierunku świątyni
Kiyomizu-dera. Po drodze spotkaliśmy dwie uciekające przed turystami Maiko oraz inne ciekawie ubrane Japonki. Jedna z Maiko dała się przekonać na zrobienie sobie zdjęcia z moją Żoną!
 |
| Tłumy w okolicy Kiyomizudera |
 |
| Nie ma jak selfie |
Zbliżała się już godzina 17, dlatego zdecydowaliśmy się wziąć taksówkę i wrócić nią do Gion Corner, aby stanąć w kolejce po bilety na wieczorny spektakl. Spektakl w teatrze Gion Corner to 5 sztuk, z których jedną jest pokaz tańca Maiko. Myślę, że większość osób przyszła tylko ze względu na ten taniec.
 |
| Taksówka z koniczynką |
 |
| Teatr Gion Corner |
 |
| Taniec Maiko |
Po spektaklu autobusem wróciliśmy do Kyoto Station. Po dotarciu zdecydowaliśmy się na przetestowanie lokalnej sieci z burgerami -
Lotteria. Niewątpliwą ciekawostką jest, że kanapki tutaj przynoszone są do stolika. Niestety o naszej kanapce zapomnieli i po 6 minutach oczekiwania musieliśmy się przypomnieć i czekać kolejne 3 minut na otrzymanie kanapki. Kanapka jednak nas nie powaliła. Był to przeciętny burger.
 |
| Taniec Maiko |
|
|
Po wyjściu z Lotteria, moja Żona stwierdziła, że miałaby ochotę na owoc na deser. Dlatego też udaliśmy się do sklepu mieszczącego się nieopodal naszego hotelu. Wybór padł na "
jabłko fuji". W sumie był to jedyny gatunek jabłek dostępny w sklepach. Każde jabłko było indywidualnie pakowane w przezroczystą folię z kokardką na górze. Kosztowało jedynie 183 yen. Tak, jest to cena za sztukę a nie za kilogram. Mimo ceny, jabłko było bardzo smaczne:)
 |
| Jabłko Fuji |
 |
| Wieża w Kioto |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz