sobota, 11 kwietnia 2015

Japonia - dzien 6


Z samego rana po zjedzeniu zakupionego w markecie 7eleven śniadaniu, ruszyliśmy do Zamku Ninjojo do którego nie udało nam się wczoraj dostać.Na miejsce dotarliśmy autobusem linii 9 z dworca kolejowego Kioto. Dziś na szczęście nie mieliśmy już problemów z dostaniem się do środka. 
W środku zaskoczyła mnie informacja, że pałac Ninomaru można zwiedzać jedynie do godziny 16, a co za tym idzie wchodząc do całego kompleksu na chwilę przed zamknięciem kas, można nie wejść do pałacu Ninomaru. Należy o tym pamiętać planując zwiedzanie gdyż to właśnie w tym pałacu są drewniane podłogi po których jak się chodzi to słychać ćwierkanie ptaków. Efekt jest na prawdę interesujący. Ćwierkanie to miało informować o tym, że na zamku znajdować się mogli nieproszeni goście. Słuchając tego ćwierkania zastanawiałem się czy w Polsce taki efekt nie zostałby uznany za złe położenie podłogi a fachowiec określony mianem partacza :)
Park otaczający pałac robi wrażenie.

W parku są też przepiękne kwitnące wiśnie. Dlatego polecam wszystkim odwiedziny w Ninjojo w okresie kwitnienia wiśni. Z informacji przed wejściem do zamku wynika, że wieczorem można podziwiać kompleks z podświetlonymi drzewami w godzinach 18 -21. My uznaliśmy, że zadowolimy się porannym zwiedzaniem bowiem i bez specjalnego oświetlenia wiśnie wyglądały zjawiskowo.


Z zamku autobusem linii 9 przedostaliśmy się do Horikawa Imadegawa gdzie przesiedliśmy się w autobus linii 59 do Imperial Palace. Czekając na autobus 59 weszliśmy do pobliskiego supermarketu w poszukiwaniu jedzenia. Kupiliśmy 8 pierożków z mięsem,  które podgrzaliśmy w dostępnej mikrofali. Pych! A koszt tych pierożków o jedynie 100yen!
W ogrodach imperialnych było bardzo spokojnie i mało turystów. Na wejście do pałacu potrzebna jest rezerwacja której nie mieliśmy. Dlatego też nasza wizyta ograniczyła się do spacerowania po parku.
Ogrody Imperialne
Po wyjściu z ogrodów, udaliśmy się w stronę dworca kolejowego Kioto aby złapać shinkansen do Osaki. Po drodze zjedliśmy ciasteczko ryżowe z zielonej herbaty wypełnione nadzieniem z zielonej fasoli oraz spotkaliśmy japońską wersję "Bronkobusa".

"Bronkobus" w wersji japońskiej

Ciasteczko z zielonej herbaty i czerwonej fasoli
Przed wejściem do pociągu zjedliśmy jeszcze na dworcu Udon, który był zarówno bardzo smaczny jak i bardzo tani. Warto odwiedzić to miejsce czekając na pociąg w Kioto.
Bar Udon
W Osace przywitało nas słońce. Nasz hotel okazał się zlokalizowany w dzielnicy rozpusty - Sakaemachi. Niestety po dotarciu do hotelu otrzymaliśmy pokój przy samej windzie i co za tym idzie każdy przejazd windy był u nas doskonale słyszalny. Po pewnym czasie przywykliśmy jednak do tego hałasu i zrezygnowaliśmy ze miany pokoju.
Po rozpakowaniu bagaży moja Żona chciała trochę odpocząć, a ja wybrałem się na krótki spacer po okolicy. W trakcie tego spaceru przetestowałem ryżowy alkohol Hakata No Hana Scochu. Muszę przyznać, że posmakowały mi ryżowe alkohole dostępne w Japonii. Spacerując po dzielnicy Juso, nie mogłem zrozumieć na czym polega to, że w Japonii prostytucja jest zakazana.

Wieczorem, gdy już zgłodnieliśmy udaliśmy się na kolację do baru serwującego tradycyjne naleśniki zwane okonomiyaki - Negiya Yamamoto Honten Restaurant. Przed jedzeniem mieliśmy okazję spróbować popularnego w Japonii stania w kolejce do restauracji. Co ciekawe, kelnerka zbierała zamówienia już w momencie gdy staliśmy w kolejce. Monotonne czekanie w kolejce próbowała umilić nam jedna Japonka zagadując nas, niestety my ciągle nie znaliśmy japońskiego, a ona żadnego innego języka poza japońskim, zatem niewiele z tej pogadanki wyszło.
Wizyta w tej restauracji była naprawdę ciekawym przeżyciem, a jedzenie było bardzo smaczne. Podobno właśnie w Osaka są jedne z lepszych okonomiyaki.
Kolejka do restauracji

Wnętrze restauracji
Naleśnik - okonomiyaki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz