Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kioto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kioto. Pokaż wszystkie posty

piątek, 10 kwietnia 2015

Japonia - dzien 5

Rano, nie daliśmy się zniechęcić brzydkiej pogodzie i wybraliśmy się rano pociągiem lasu bambusowego. Bilet do stacji saga-arashiyama to koszt 240 yen. Ze stacji do lasu bambusowego idzie się spacerem około 10 minut. Drugi raz gdybym wybierał się w to miejsce, to ze stacji kolejki kierowałbym się na początku na świątynię TenryuJi. Po zobaczeniu świątyni i jej przepięknego ogrodu wychodzi się praktycznie przy samym lesie bambusowym.
Las bambusowy
My skierowaliśmy się jednak na las bambusowy, dlatego też aby zwiedzić świątynię musieliśmy się trochę cofnąć
Ogrody w TenryuJi

Ogrody w TenryuJi


Po zakończeniu zwiedzania postanowiliśmy przetestować ryżowe naleśniki w syropie. Niestety okazało się że jedynie ładnie wyglądają, a w smaku nie są już tak dobre.
Ryżowe naleśniki
Następnie kolejką ze stacji Randen Saga, która znajduje się jakieś 300 metrów piechotą od stacji Saga-Arashiyama,  pojechaliśmy do stacji Katabira no Tsuji  gdzie zmieniliśmy pociąg na taki jadący do Ryoanji. Była to wyjątkowa podróż ze względu na zabytkową kolejkę, tak różną od wszechobecnych shinkansenów i innych rodzajów szybkich pociągów. W trakcie podróży przejeżdżaliśmy przez tunele z kwitnących wiśni. Był to przepiękny widok, którego niestety nie udało mi się uchwycić na zdjęciach.
Po dotarciu na miejsce udaliśmy się piechotą do świątyni RyoanJi. Po drodze natknęliśmy się na Panią jadącą na rowerze z parasolką (jest to dość popularny widok w Japonii) oraz przepiękną wiśnię:
Rowerem z parasolką

Wiśnia

W świątyni tej jest kamienny ogród podziwiany przez wszystkich turystów.

Ogród kamienny
Niestety ze względu na padający deszcz zwiedzanie świątyni nie należało do najprzyjemniejszych. Poza kamiennym ogrodem Zen, świątynia oferuje również tradycyjne ogrody z różnorodnymi gatunkami kwitnących wiśni. Mimo niesprzyjającej pogody niektóre widoki i tak zapierały dech w piersiach.

Płatki wiśni na jeziorze
Na koniec zwiedzania zdecydowaliśmy się na rozgrzewający udon oraz zieloną herbatę pudrową - Matcha  w restauracji nieopodal parkingu dla autokarów i taksówek. Udon, mimo że drogi, był bardzo smaczny. Herbatę pudrową piliśmy pierwszy raz w życiu i bardzo nam od razu posmakowała.

Herbata Matcha

Ze względu na pogodę, taksówką przemieściliśmy się do świątyni KinkakuJi gdzie mieliśmy okazję podziwiać z bliska Złoty Pawilon. Nawet mimo padającego deszczu i zachmurzonego nieba robił on niesamowite wrażenie.
Złoty Pawilon

Złoty Pawilon wśród drzew

Duże drzewko bonsai z podporami
Na koniec wizyty w świątyni KinkakuJi spotkaliśmy Japońskich uczniów którzy w ramach odrabiania lekcji z angielskiego mieli przeprowadzić z nami krótki wywiad. Zdania które mieli zapisane na kartce odczytywali bardzo zgrabnie, jednak nic ponad to nie umieli powiedzieć :). Znajomość angielskiego w Japonii nie jest na najwyższym poziomie.
Japońscy uczniowie

Autobusem linii 12 udaliśmy się w stronę zamku Ninjojo. Niestety gdy dotarliśmy na miejsce o 16:05 okazało się, że kasy zostały właśnie zamknięte. Zamek otwarty jest do godziny 17, ale kasy zamykają o godzinie 16.  
Trochę niepocieszeni wsiedliśmy w autobus 101 jadący w kierunku stacji kolejowej Kioto.
Gdy dotarliśmy na miejsce postanowiliśmy coś zjeść bowiem byliśmy już głodni. Nie chcieliśmy w tej kwestii naśladować Japończyków, którzy zamiast zjeść wolą stać w kolejce, i dlatego wybraliśmy restaurację, która była pełna ale miała jeszcze jeden wolny stolik.
W kolejce po jedzenie

Do obiadu pierwszy raz zamówiłem sobie ciepłą sake. Muszę przyznać, że bardzo mi smakowała. 
Sake z pierożkami
Gdy skończyliśmy jeść, dostaliśmy bardzo tajemniczy rachunek, z którego dla nas kompletnie nic nie wynikało. Na szczęście karta kredytowa pokryła tą kwotę bez większych problemów.
Ile zapłacić ?!

Szukając wyjścia z pasażu handlowego Porta, natknęliśmy się na niespotykany w Polsce znak do "Pudrowego Pokoju". Japonki zwracają dużą uwagę na wygląd, dlatego też bardzo często poprawiają makijaż.
Pudrowy Pokój


czwartek, 9 kwietnia 2015

Japonia - dzien 4

Dzisiaj na szczęście pogoda się poprawiła i mogliśmy udać się w stronę dworca kolejowego bez otwartych parasolek. Na godzinę 11:30 mieliśmy wykupiony bilet na pociąg do Kioto czyli kolejnego punktu naszego programu.
Za każdym razem jak zjeżdżaliśmy windą hotelu Toyoko Inn rzucała się nam w oczy niezwykła przezorność Japończyków - rozładowanie ładunków nagromadzonych na ciele przed wezwaniem windy :)
Bezpieczna winda:)
Po drodze na dwrzec zakupiliśmy tradycyjne japońskie smakołyki:
Liczi z solą

Pandy z nadzieniem

Na dworcu zaskoczyło nas, że pociąg był dokładnie czyszczony, a wszystkie fotele obracane w stronę kierunku jazdy przed tym jak pozwolono wejść do niego pasażerom. Przed drzwiami do pociągu nie było tłumu przepychających się podróżnych co jest charakterystyczne na dworcach kolejowych w Polsce. tutaj wszyscy stali wzdłuż linii, które pokazywały kierunek kolejki. Panował niesamowity porządek. 
Podróż pociągiem trwała 140 minut. Niestety nie wiem z jaką prędkością jechaliśmy bowiem wszystkie napisy były w języku japońskim.
Z dworca kolejowego udaliśmy się piechotą do hotelu Ryokan Kyoraku. Zgodnie z naszymi przewidywaniami był to tradycyjny japoński hotel, w którym od razu po wejściu trzeba było zdjąć buty i założyć przygotowane kapcie aby móc chodzić po matach tatami.
Pokój był bardzo duży i ładny z dwoma łóżkami futon. Wchodząc do pokoju musieliśmy zdjąć nawet kapcie, a po matach przemieszczać się w skarpetkach. Specjalne przeszkolenie otrzymaliśmy od Pana z recepcji, który zaprowadził nas do pokoju.

Łóżka futon
Kącik herbaciany

Po krótkim odpoczynku i regeneracji sił wyruszyliśmy na zwiedzanie Kioto. Na dworcu autobusowym kupiliśmy dobowy bilet za 500 yen i autobusem 206 pojechaliśmy do świątyni Yasaka. W okolicy świątyni w oczy rzuca się masa kobiet ubranych w kimona. Szczerze nie wiem czy były to Japonki czy turystki z innych państw Azji.Niewątpliwie prawdą jest. że w zdecydowanej większości wyglądały w kimonach po prostu doskonale.
Świątynia Yasaka
Spacerując po parku tworzącym świątynię po raz kolejny zwróciliśmy uwagę na to, że w Japonii praktycznie nie ma koszy na śmieci a mimo to jest bardzo czysto. Ponadto bardzo trudno jest znaleźć ławkę na której można chwilę odpocząć co jest niezwykle ważne gdy podróżuje się z ciężarną Żoną.
Następnie udaliśmy się do dzielnicy Gion. Niestety Gejszy żadnej nie spotkaliśmy. Widzieliśmy za to drzewa wyrastające jakby z dachów budynków.

Drzewa wyrastające z dachu
Dowiedzieliśmy się, że aby kupić bilety na spektakl w teatrze Gion Corner należy przyjść 1,5 godziny przed spektaklem i stać w długiej kolejce turystów.
Spacerem udaliśmy się w stronę Yasaka Pagoda.

Yasaka Pagoda
Niestety w okolicy nie było łato znaleźć sensownego punktu z jedzeniem. W miejscu jakie wybraliśmy fajerwerków nie było i po raz pierwszy w Japonii (i ostatni) dostaliśmy sztućce do obiadu....Gdy się trochę wzmocniliśmy udaliśmy się w kierunku świątyni Kiyomizu-dera. Po drodze spotkaliśmy dwie uciekające przed turystami Maiko oraz inne ciekawie ubrane Japonki. Jedna z Maiko dała się przekonać na zrobienie sobie zdjęcia z moją Żoną!


Tłumy w okolicy Kiyomizudera

Nie ma jak selfie
Zbliżała się już godzina 17, dlatego zdecydowaliśmy się wziąć taksówkę i wrócić nią do Gion Corner, aby stanąć w kolejce po bilety na wieczorny spektakl. Spektakl w teatrze Gion Corner to 5 sztuk, z których jedną jest pokaz tańca Maiko. Myślę, że większość osób przyszła tylko ze względu na ten taniec.
Taksówka z koniczynką

Teatr Gion Corner

Taniec Maiko
Po spektaklu autobusem wróciliśmy do Kyoto Station. Po dotarciu zdecydowaliśmy się na przetestowanie lokalnej sieci z burgerami - Lotteria. Niewątpliwą ciekawostką jest, że kanapki tutaj przynoszone są do stolika. Niestety o naszej kanapce zapomnieli i po 6 minutach oczekiwania musieliśmy się przypomnieć i czekać kolejne 3 minut na otrzymanie kanapki. Kanapka jednak nas nie powaliła. Był to przeciętny burger.
Taniec Maiko

Po wyjściu z Lotteria, moja Żona stwierdziła, że miałaby ochotę na owoc na deser. Dlatego też udaliśmy się do sklepu mieszczącego się nieopodal naszego hotelu. Wybór padł na "jabłko fuji". W sumie był to jedyny gatunek jabłek dostępny w sklepach. Każde jabłko było indywidualnie pakowane w przezroczystą folię z kokardką na górze. Kosztowało jedynie 183 yen. Tak, jest to cena za sztukę a nie za kilogram. Mimo ceny, jabłko było bardzo smaczne:)





Jabłko Fuji

Wieża w Kioto