piątek, 21 września 2012

Kolumbia - podsumowanie

Oczywiście po powrocie dzień mija za dniem w tempie błyskawicznym, ale w końcu mam chwilkę, żeby podsumować nasz wyjazd. Kolumbia jest pięknym państwem, prezentującym się zupełnie inaczej niż w wyobrażeniu większości naszych rodaków. Narkotyki może są łatwiej dostępne (kilka razy mieliśmy propozycję kupna), ale nikt nie wkłada ich do kieszeni i do niczego nie zmusza. Bezpieczeństwo - nam zdrowy rozsądek i słuchanie dobry rad Kolumbijczyków pozwoliły uniknąć nieprzyjemnych doświadczeń. Ludzie są bardzo przyjaźnie nastawieni, pogodni, rodzinni i jeśli tylko mogą, pomagają. Pod względem komunikacyjnym Kolumbia jest bardzo łatwa do podróżowania. Praktycznie nie mieliśmy żadnych problemów z przemieszczaniem, a z taksówek skorzystaliśmy 4 razy, gdy nie było wyboru (wracaliśmy z lotniska w Bogocie w nocy i w Cartagenie z hotelu na plażę). Cenowo myślę, że jest porównywalna do Polski. My za dwie osoby wydaliśmy 10200zł (z czego 4500zł kosztowały bilety w obie strony) za 3 tygodnie pobytu. W sumie to najdroższy jest transport. Najpiękniejsze miejsce dla nas: Isla Mucura:) W wielkim skrócie to by było na tyle. Jeśli ktoś by miał jakieś pytania, chętnie w miarę możliwości odpowiemy. P.S.: Bagaż w końcu udało się odzyskać 24.09.12, chociaż musieliśmy sami po niego pojechać na lotnisko w Warszawie...

czwartek, 20 września 2012

Kolumbia - Bogota/Madryt/Berlin

Ostatni dzień w Kolumbii za nami...Oczywiście musieliśmy go wykorzystać do samego końca i tym oto sposobem, o 7:30 wyjechaliśmy do Zipaquiry. Znajduje się tam jedna z trzech największych kopalni soli na świecie (poza nią są oczywiście nasza Wieliczka i jakaś kopalnia soli w Austrii). Kopalnia jest Katedrą Solną. Przewodnik oprowadził nas po wszystkich pięknie wykutych stacjach Drogi Krzyżowej, tłumacząc jednocześnie symbolikę. Głównym punktem wycieczki są trzy pomieszczenia symbolizujące chrzest Chrystusa, jego życie i ukrzyżowanie oraz zmartwychwstanie. Gra świateł w tej świątyni robi niesamowite wrażenie. Ponoć kilka razy w roku odbywają się tu śluby i chrzciny, a co niedzielę msze święte. Na sam koniec obejrzeliśmy trójwymiarowy film na temat kopalni soli i udaliśmy się w kierunku sklepu jubilerskiego. Muszę przyznać, że dobrze iż dotarliśmy tu na koniec, bo znaliśmy już ceny biżuterii ze szmaragdami, z których Kolumbia słynie i tym samym były one mniej więcej trzy razy niższe niż np w Cartagenie (oczywiście i tak były stosunkowo drogie, ale tańsze niż w Polsce i w zasięgu naszego portfela, jak to Kacper określił). Zostałam obdarowana jednym zestawem przez mojego męża i tym o to optymistycznym akcentem wróciliśmy do Bogoty, potem wyruszyliśmy z liniami lotniczymi Iberia w kierunku Madrytu i dalej Berlina. Oczywiście tradycji musiało stać się za dość i na moje nieszczęście w samolocie do Madrytu poczułam skutki zatrucia pokarmowego i nie muszę pisać, jak ciężko znosi się w tym stanie tak długą drogę.... Po dotarciu do Berlina okazało się, że nie koniec niespodzianek... Nasz bagaż nie dotarł i jak się okazuje - pozostał w Bogocie.... Możliwe, że został wyładowany, bo ponoć nasze 40 min opóźnienie wynikało z przeładowania i tym samym konieczności wyładowania części "ładunku" - tak określonego przez pilota... Także z 1/3 bagażu (mój plecak na szczęście był bagażem podręcznym) wracamy (w moim przypadku od 2 dni na czczo...) autokarem Simple Ekspress (zdecydowanie bardziej komfortowym niż samoloty Iberii) za 3 Euro za osobę. Po powrocie do Warszawy postaramy się napisać podsumowanie naszej podróży i wrażeń dotyczących Kolumbii. Tak czy inaczej, szkoda że wakacje tak szybko mijają...

wtorek, 18 września 2012

Kolumbia - Santa Marta/ Bogota

Ostatni dzień na Karaibach za nami...:( Mimo, że dziś postanowiliśmy zrobić sobie dzień leniucha, obudziliśmy się standardowo o 7. Zjedliśmy śniadanie i cały dzień przeznaczyliśmy na spacery, picie ogromnych ilości lemoniady z limonek, soków owocowych i zjedzeniu obiadu. Potem spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w kierunku autobusu, którym dojechaliśmy po ok 45 min na lotnisko. To lotnisko jest dość specyficzne - znajduje się przy samej plaży, zresztą bardzo ładnej (załapaliśmy się na ostatni podczas tego wyjazdu piękny zachód słońca nad Morzem Karaibskim:))), nie ma tu żadnych tablic informacyjnych, kontrola osobista jest dopiero przy boarding'u. Także czekamy już na samolot i pewnie chwilę przed 22 będziemy już w Bogocie. Na szczęście mamy już nocleg, także potem już tylko taksówka i ostatnia noc w Kolumbii przed nami... A tak w ogóle to nasza miejscówka noclegowa San Jorge (Calle 10C No2-62) w Santa Marcie jest warta polecenia. To nie jest ani hotel ani hostel, tylko dom pewnej rodziny. Atmosfera przesympatyczna, gospodyni z niczym nie robi problemu. Chcieliśmy się wykwaterować o 17 (normalnie można o 14) - od razu się bez niczego zgodziła no i oczywiście cena 30000COP (najniższa z dotychczasowych) też nie jest bez znaczenia, także jeśli ktoś kiedyś dotrze do Santa Marty - POLECAMY:) Zapomniałabym dodać, że na odchodne chcieli nas dzisiaj okraść... Szliśmy sobie ulicą, Kacper niestety miał zajęte obie ręce, bo w jednej miał zakupy a w drugiej dopiero co kupioną lemoniadę i nagle powstało zamieszanie, tłum dookoła nas, ale na szczęście mój mąż szybko się zorientował i dał kilka szybkich kroków do tyłu, wymykając się złodziejce, której ręce tylko przez chwilę poczuł na swoich spodniach. Ogólnie tutaj trzeba uważać. Wszyscy normalni Kolumbijczycy nas ostrzegali o tym, gdzie można iść gdzie nie. Jak tylko się robiło ciemniej lub średnio bezpiecznie, mówili żeby chować aparat. Po tym zdarzeniu też od razu podeszła do nas pewna pani i powiedziała, że chcieli nas okraść i czy Kacper ma portfel. Także trzeba być bardzo czujnym.

poniedziałek, 17 września 2012

Kolumbia - Parque Tayrona/ Santa Marta

Ponownie mamy kontakt z cywilizacją, także czas na krótką relację z naszej dwudniowej wycieczki po Parku Tayrona. Wczoraj z rana ok 8:30 wyruszyliśmy busikiem z Santa Marta w kierunku naszego celu (koszt 5000COP za osobę). Droga zajęła nam ok 1h. Po zakupieniu biletów (niestety zapomnieliśmy mojej legitymacji studenckiej i tym samym wyszło nam sporo więcej) przesiedliśmy się w inny busik i podjechaliśmy jeszcze troszkę, po czym rozpoczęliśmy nasz spacer, połączony z trekingiem po parku. Rzeczywiście fauna i flora robią wrażenie. Docieraliśmy do celu w towarzystwie wielkich, czerwonych mrówek, spacerujących pasmami, jedna za drugą i noszących malutkie liście akacji. Dookoła nas śpiewały kolorowe ptaszki, przed nogami przebiegały przeróżne, kolorowe jaszczurki, a nad głowami przelatywały małe i duże motyle. Warto też wspomnieć o niebieskawo - pomarańczowych lądowych krabach i kolorowych żabach.


sobota, 15 września 2012

Kolumbia - Santa Marta

Dzisiaj niestety nie mam za dużo do opisania... Cały dzień przeznaczyliśmy na transport z Tolu do Santa Marty. W trakcie drogi mieliśmy niespodziankę. Nagle nasz autobus zatrzymała policja. Kazała wysiąść wszystkim kobietą... Szczerze mówiąc to troszkę zaczęliśmy się niepokoić, ponieważ nie wiedzieliśmy o co chodzi. Jak wychodziłyśmy, robili nam zdjęcia, po czym zaprowadzili w jedno miejsce, kazali usiąść i okazało się... że dziś jest kolumbijski dzień przyjaźni i zakochanych... Każda z nas dostała po dużej, czerwonej róży, przy okazji miałyśmy króciutką pogadankę na temat bezpieczeństwa podróży i tym optymistycznym akcentem pożegnaliśmy się i wyruszyłyśmy w dalszą drogę. W Santa Marcie zamieszkaliśmy w Residencia San Jorge (to było 5 miejsce, do którego weszliśmy i w końcu były wolne pokoje). Potem udaliśmy się na romantyczną kolację do przyjemnej knajpki, obeszliśmy okolicę i w ciągu godziny zapadł zmrok. Niestety potwierdziło się to, że Santa Marta to nie najpiękniejsze miejsce na świecie nocą. Jest tu więcej prostytutek niż w Cartagenie. Sporo żebraków i ogólnie jest średnio przyjemnie, także pozostaliśmy przy piwku w pokoju:) Jutro mamy w planie wybrać się do słynnego Parku Tayrona, a tym samym planujemy pozostać na ponoć jednej z 10 najpiękniejszych plaż na świecie, także jeśli nam się uda to napiszemy dopiero za 2 dni, bo znów będziemy odcięci od cywilizacji.

czwartek, 13 września 2012

Kolumbia - Tolu/ Mucura

Znów mamy kontakt ze światem, także najwyższy czas na opisanie naszych ostatnich dwóch dni:) Wczoraj z samego rana wyruszyliśmy w kierunku wysp San Bernardo. Muszę przyznać, że było warto, choć cenowo niestety wyszło drożej niż przypuszczaliśmy, a na dodatek zostaliśmy oszukani, ale o tym potem. Na łódce płynęła z nami grupka studentów z Medellin - bardzo sympatyczni i komunikatywni ludzie, także z nimi plażowaliśmy i rozmawialiśmy większą część drogi (nawet po angielsku mogłam porozmawiać, co tutaj jest rzadkością). Pierwszym punktem wycieczki była mała wysepka Isla Palma z akwarium, z którego zrezygnowaliśmy, ale za to Kacper snurkował. Potem miała być Islote - najbardziej zaludniona wysepka, ale właśnie tu nas oszukano, bo mimo wcześniejszych zapewnień, nie pozwolono nam wejść na ląd, a za to ponoć też płaciliśmy... 

wtorek, 11 września 2012

Kolumbia - Cartagena

Kolejny dzień w Cartagenie za nami. Poranek rozpoczęliśmy od wycieczki do wulkanu Totumo (Volcan de Lodo El Totumo), położonego ok 50 km od Cartageny. Po dotarciu na miejsce udaliśmy się w kierunku krateru i razem ze sporą liczbą osób (to niestety jest minus) odbyliśmy kąpiel błotną. Muszę przyznać, że jest to fantastyczne przeżycie:) Dodatkowo jest ponoć bardzo zdrowa i dobra dla skóry, ze względu na ilość minerałów. Siła wyporu sprawia, że w środku jest bardzo ciężko się przemieszczać, ale za to masaż przy użyciu błotka zamiast olejków jest znakomity:) Wulkan ma 2500 metrów głębokości.