Oczywiście po powrocie dzień mija za dniem w tempie błyskawicznym, ale w
końcu mam chwilkę, żeby podsumować nasz wyjazd.
Kolumbia jest pięknym państwem, prezentującym się zupełnie inaczej niż w
wyobrażeniu większości naszych rodaków. Narkotyki może są łatwiej
dostępne (kilka razy mieliśmy propozycję kupna), ale nikt nie wkłada ich
do kieszeni i do niczego nie zmusza. Bezpieczeństwo - nam zdrowy
rozsądek i słuchanie dobry rad Kolumbijczyków pozwoliły uniknąć
nieprzyjemnych doświadczeń. Ludzie są bardzo przyjaźnie nastawieni,
pogodni, rodzinni i jeśli tylko mogą, pomagają. Pod względem
komunikacyjnym Kolumbia jest bardzo łatwa do podróżowania. Praktycznie
nie mieliśmy żadnych problemów z przemieszczaniem, a z taksówek
skorzystaliśmy 4 razy, gdy nie było wyboru (wracaliśmy z lotniska w
Bogocie w nocy i w Cartagenie z hotelu na plażę). Cenowo myślę, że jest
porównywalna do Polski. My za dwie osoby wydaliśmy 10200zł (z czego
4500zł kosztowały bilety w obie strony) za 3 tygodnie pobytu. W sumie to
najdroższy jest transport. Najpiękniejsze miejsce dla nas: Isla
Mucura:)
W wielkim skrócie to by było na tyle. Jeśli ktoś by miał jakieś pytania,
chętnie w miarę możliwości odpowiemy.
P.S.: Bagaż w końcu udało się odzyskać 24.09.12, chociaż musieliśmy sami
po niego pojechać na lotnisko w Warszawie...
piątek, 21 września 2012
czwartek, 20 września 2012
Kolumbia - Bogota/Madryt/Berlin
Ostatni dzień w Kolumbii za nami...Oczywiście musieliśmy go wykorzystać
do samego końca i tym oto sposobem, o 7:30 wyjechaliśmy do Zipaquiry.
Znajduje się tam jedna z trzech największych kopalni soli na świecie
(poza nią są oczywiście nasza Wieliczka i jakaś kopalnia soli w
Austrii). Kopalnia jest Katedrą Solną. Przewodnik oprowadził nas
po wszystkich pięknie wykutych stacjach Drogi Krzyżowej, tłumacząc
jednocześnie symbolikę. Głównym punktem wycieczki są trzy pomieszczenia
symbolizujące chrzest Chrystusa, jego życie i ukrzyżowanie oraz
zmartwychwstanie. Gra świateł w tej świątyni robi niesamowite wrażenie.
Ponoć kilka razy w roku odbywają się tu śluby i chrzciny, a co niedzielę
msze święte. Na sam koniec obejrzeliśmy trójwymiarowy film na temat
kopalni soli i udaliśmy się w kierunku sklepu jubilerskiego. Muszę
przyznać, że dobrze iż dotarliśmy tu na koniec, bo znaliśmy już ceny
biżuterii ze szmaragdami, z których Kolumbia słynie i tym samym były one
mniej więcej trzy razy niższe niż np w Cartagenie (oczywiście i
tak były stosunkowo drogie, ale tańsze niż w Polsce i w zasięgu naszego
portfela, jak to Kacper określił). Zostałam obdarowana jednym zestawem
przez mojego męża i tym o to optymistycznym akcentem wróciliśmy do
Bogoty, potem wyruszyliśmy z liniami lotniczymi Iberia w kierunku Madrytu i dalej Berlina.
Oczywiście tradycji musiało stać się za dość i na moje nieszczęście w
samolocie do Madrytu poczułam skutki zatrucia pokarmowego i nie muszę
pisać, jak ciężko znosi się w tym stanie tak długą drogę.... Po dotarciu
do Berlina okazało się, że nie koniec niespodzianek... Nasz bagaż nie dotarł i jak się okazuje - pozostał w Bogocie....
Możliwe, że został wyładowany, bo ponoć nasze 40 min opóźnienie
wynikało z przeładowania i tym samym konieczności wyładowania części
"ładunku" - tak określonego przez pilota... Także z 1/3 bagażu (mój
plecak na szczęście był bagażem podręcznym) wracamy (w moim przypadku od
2 dni na czczo...) autokarem Simple Ekspress (zdecydowanie
bardziej komfortowym niż samoloty Iberii) za 3 Euro za osobę. Po
powrocie do Warszawy postaramy się napisać podsumowanie naszej podróży i
wrażeń dotyczących Kolumbii. Tak czy inaczej, szkoda że wakacje tak
szybko mijają...
wtorek, 18 września 2012
Kolumbia - Santa Marta/ Bogota
Ostatni dzień na Karaibach za nami...:( Mimo, że dziś postanowiliśmy
zrobić sobie dzień leniucha, obudziliśmy się standardowo o 7. Zjedliśmy
śniadanie i cały dzień przeznaczyliśmy na spacery, picie ogromnych
ilości lemoniady z limonek, soków owocowych i zjedzeniu obiadu. Potem
spakowaliśmy się i wyruszyliśmy w kierunku autobusu, którym dojechaliśmy
po ok 45 min na lotnisko. To lotnisko jest dość specyficzne - znajduje
się przy samej plaży, zresztą bardzo ładnej (załapaliśmy się na ostatni
podczas tego wyjazdu piękny zachód słońca nad Morzem Karaibskim:))), nie
ma tu żadnych tablic informacyjnych, kontrola osobista jest dopiero
przy boarding'u. Także czekamy już na samolot i pewnie chwilę przed 22
będziemy już w Bogocie. Na szczęście mamy już nocleg, także potem już tylko taksówka i ostatnia noc w Kolumbii przed nami...
A tak w ogóle to nasza miejscówka noclegowa San Jorge (Calle 10C No2-62) w Santa Marcie
jest warta polecenia. To nie jest ani hotel ani hostel, tylko dom
pewnej rodziny. Atmosfera przesympatyczna, gospodyni z niczym nie robi
problemu. Chcieliśmy się wykwaterować o 17 (normalnie można o 14) - od
razu się bez niczego zgodziła no i oczywiście cena 30000COP (najniższa z
dotychczasowych) też nie jest bez znaczenia, także jeśli ktoś kiedyś
dotrze do Santa Marty - POLECAMY:)
Zapomniałabym dodać, że na odchodne chcieli nas dzisiaj okraść...
Szliśmy sobie ulicą, Kacper niestety miał zajęte obie ręce, bo w jednej
miał zakupy a w drugiej dopiero co kupioną lemoniadę i nagle powstało
zamieszanie, tłum dookoła nas, ale na szczęście mój mąż szybko się
zorientował i dał kilka szybkich kroków do tyłu, wymykając się
złodziejce, której ręce tylko przez chwilę poczuł na swoich spodniach.
Ogólnie tutaj trzeba uważać. Wszyscy normalni Kolumbijczycy nas
ostrzegali o tym, gdzie można iść gdzie nie. Jak tylko się robiło
ciemniej lub średnio bezpiecznie, mówili żeby chować aparat. Po tym
zdarzeniu też od razu podeszła do nas pewna pani i powiedziała, że
chcieli nas okraść i czy Kacper ma portfel. Także trzeba być bardzo
czujnym.
poniedziałek, 17 września 2012
Kolumbia - Parque Tayrona/ Santa Marta
Ponownie mamy kontakt z cywilizacją, także czas na krótką relację z naszej dwudniowej wycieczki po Parku Tayrona.
Wczoraj z rana ok 8:30 wyruszyliśmy busikiem z Santa Marta w kierunku
naszego celu (koszt 5000COP za osobę). Droga zajęła nam ok 1h. Po
zakupieniu biletów (niestety zapomnieliśmy mojej legitymacji studenckiej
i tym samym wyszło nam sporo więcej) przesiedliśmy się w inny busik i
podjechaliśmy jeszcze troszkę, po czym rozpoczęliśmy nasz spacer,
połączony z trekingiem po parku. Rzeczywiście fauna i flora robią
wrażenie. Docieraliśmy do celu w towarzystwie wielkich, czerwonych
mrówek, spacerujących pasmami, jedna za drugą i noszących malutkie
liście akacji. Dookoła nas śpiewały kolorowe ptaszki, przed nogami
przebiegały przeróżne, kolorowe jaszczurki, a nad głowami przelatywały
małe i duże motyle. Warto też wspomnieć o niebieskawo - pomarańczowych
lądowych krabach i kolorowych żabach.
sobota, 15 września 2012
Kolumbia - Santa Marta
Dzisiaj niestety nie mam za dużo do opisania... Cały dzień przeznaczyliśmy na transport z Tolu do Santa Marty.
W trakcie drogi mieliśmy niespodziankę. Nagle nasz autobus zatrzymała
policja. Kazała wysiąść wszystkim kobietą... Szczerze mówiąc to troszkę
zaczęliśmy się niepokoić, ponieważ nie wiedzieliśmy o co chodzi. Jak
wychodziłyśmy, robili nam zdjęcia, po czym zaprowadzili w jedno miejsce,
kazali usiąść i okazało się... że dziś jest kolumbijski dzień przyjaźni
i zakochanych... Każda z nas dostała po dużej, czerwonej róży, przy
okazji miałyśmy króciutką pogadankę na temat bezpieczeństwa podróży i
tym optymistycznym akcentem pożegnaliśmy się i wyruszyłyśmy w dalszą
drogę. W Santa Marcie zamieszkaliśmy w Residencia San Jorge
(to było 5 miejsce, do którego weszliśmy i w końcu były wolne pokoje).
Potem udaliśmy się na romantyczną kolację do przyjemnej knajpki,
obeszliśmy okolicę i w ciągu godziny zapadł zmrok. Niestety potwierdziło
się to, że Santa Marta to nie najpiękniejsze miejsce na świecie nocą.
Jest tu więcej prostytutek niż w Cartagenie. Sporo żebraków i ogólnie jest średnio przyjemnie, także pozostaliśmy przy piwku w pokoju:)
Jutro mamy w planie wybrać się do słynnego Parku Tayrona, a tym
samym planujemy pozostać na ponoć jednej z 10 najpiękniejszych plaż na
świecie, także jeśli nam się uda to napiszemy dopiero za 2 dni, bo znów
będziemy odcięci od cywilizacji.
czwartek, 13 września 2012
Kolumbia - Tolu/ Mucura
Znów mamy kontakt ze światem, także najwyższy czas na opisanie naszych ostatnich dwóch dni:)
Wczoraj z samego rana wyruszyliśmy w kierunku wysp San Bernardo.
Muszę przyznać, że było warto, choć cenowo niestety wyszło drożej niż
przypuszczaliśmy, a na dodatek zostaliśmy oszukani, ale o tym potem. Na
łódce płynęła z nami grupka studentów z Medellin - bardzo sympatyczni i
komunikatywni ludzie, także z nimi plażowaliśmy i rozmawialiśmy większą
część drogi (nawet po angielsku mogłam porozmawiać, co tutaj jest
rzadkością). Pierwszym punktem wycieczki była mała wysepka Isla Palma z akwarium, z którego zrezygnowaliśmy, ale za to Kacper snurkował. Potem miała być Islote
- najbardziej zaludniona wysepka, ale właśnie tu nas oszukano, bo mimo
wcześniejszych zapewnień, nie pozwolono nam wejść na ląd, a za to ponoć
też płaciliśmy...
wtorek, 11 września 2012
Kolumbia - Cartagena
Kolejny dzień w Cartagenie za nami. Poranek rozpoczęliśmy od wycieczki do wulkanu Totumo (Volcan de Lodo El Totumo),
położonego ok 50 km od Cartageny. Po dotarciu na miejsce udaliśmy się w
kierunku krateru i razem ze sporą liczbą osób (to niestety jest minus)
odbyliśmy kąpiel błotną. Muszę przyznać, że jest to fantastyczne
przeżycie:) Dodatkowo jest ponoć bardzo zdrowa i dobra dla skóry, ze
względu na ilość minerałów. Siła wyporu sprawia, że w środku jest bardzo
ciężko się przemieszczać, ale za to masaż przy użyciu błotka zamiast
olejków jest znakomity:) Wulkan ma 2500 metrów głębokości.
Subskrybuj:
Posty (Atom)