Ponownie mamy kontakt z cywilizacją, także czas na krótką relację z naszej dwudniowej wycieczki po Parku Tayrona.
Wczoraj z rana ok 8:30 wyruszyliśmy busikiem z Santa Marta w kierunku
naszego celu (koszt 5000COP za osobę). Droga zajęła nam ok 1h. Po
zakupieniu biletów (niestety zapomnieliśmy mojej legitymacji studenckiej
i tym samym wyszło nam sporo więcej) przesiedliśmy się w inny busik i
podjechaliśmy jeszcze troszkę, po czym rozpoczęliśmy nasz spacer,
połączony z trekingiem po parku. Rzeczywiście fauna i flora robią
wrażenie. Docieraliśmy do celu w towarzystwie wielkich, czerwonych
mrówek, spacerujących pasmami, jedna za drugą i noszących malutkie
liście akacji. Dookoła nas śpiewały kolorowe ptaszki, przed nogami
przebiegały przeróżne, kolorowe jaszczurki, a nad głowami przelatywały
małe i duże motyle. Warto też wspomnieć o niebieskawo - pomarańczowych
lądowych krabach i kolorowych żabach.
poniedziałek, 17 września 2012
sobota, 15 września 2012
Kolumbia - Santa Marta
Dzisiaj niestety nie mam za dużo do opisania... Cały dzień przeznaczyliśmy na transport z Tolu do Santa Marty.
W trakcie drogi mieliśmy niespodziankę. Nagle nasz autobus zatrzymała
policja. Kazała wysiąść wszystkim kobietą... Szczerze mówiąc to troszkę
zaczęliśmy się niepokoić, ponieważ nie wiedzieliśmy o co chodzi. Jak
wychodziłyśmy, robili nam zdjęcia, po czym zaprowadzili w jedno miejsce,
kazali usiąść i okazało się... że dziś jest kolumbijski dzień przyjaźni
i zakochanych... Każda z nas dostała po dużej, czerwonej róży, przy
okazji miałyśmy króciutką pogadankę na temat bezpieczeństwa podróży i
tym optymistycznym akcentem pożegnaliśmy się i wyruszyłyśmy w dalszą
drogę. W Santa Marcie zamieszkaliśmy w Residencia San Jorge
(to było 5 miejsce, do którego weszliśmy i w końcu były wolne pokoje).
Potem udaliśmy się na romantyczną kolację do przyjemnej knajpki,
obeszliśmy okolicę i w ciągu godziny zapadł zmrok. Niestety potwierdziło
się to, że Santa Marta to nie najpiękniejsze miejsce na świecie nocą.
Jest tu więcej prostytutek niż w Cartagenie. Sporo żebraków i ogólnie jest średnio przyjemnie, także pozostaliśmy przy piwku w pokoju:)
Jutro mamy w planie wybrać się do słynnego Parku Tayrona, a tym
samym planujemy pozostać na ponoć jednej z 10 najpiękniejszych plaż na
świecie, także jeśli nam się uda to napiszemy dopiero za 2 dni, bo znów
będziemy odcięci od cywilizacji.
czwartek, 13 września 2012
Kolumbia - Tolu/ Mucura
Znów mamy kontakt ze światem, także najwyższy czas na opisanie naszych ostatnich dwóch dni:)
Wczoraj z samego rana wyruszyliśmy w kierunku wysp San Bernardo.
Muszę przyznać, że było warto, choć cenowo niestety wyszło drożej niż
przypuszczaliśmy, a na dodatek zostaliśmy oszukani, ale o tym potem. Na
łódce płynęła z nami grupka studentów z Medellin - bardzo sympatyczni i
komunikatywni ludzie, także z nimi plażowaliśmy i rozmawialiśmy większą
część drogi (nawet po angielsku mogłam porozmawiać, co tutaj jest
rzadkością). Pierwszym punktem wycieczki była mała wysepka Isla Palma z akwarium, z którego zrezygnowaliśmy, ale za to Kacper snurkował. Potem miała być Islote
- najbardziej zaludniona wysepka, ale właśnie tu nas oszukano, bo mimo
wcześniejszych zapewnień, nie pozwolono nam wejść na ląd, a za to ponoć
też płaciliśmy...
wtorek, 11 września 2012
Kolumbia - Cartagena
Kolejny dzień w Cartagenie za nami. Poranek rozpoczęliśmy od wycieczki do wulkanu Totumo (Volcan de Lodo El Totumo),
położonego ok 50 km od Cartageny. Po dotarciu na miejsce udaliśmy się w
kierunku krateru i razem ze sporą liczbą osób (to niestety jest minus)
odbyliśmy kąpiel błotną. Muszę przyznać, że jest to fantastyczne
przeżycie:) Dodatkowo jest ponoć bardzo zdrowa i dobra dla skóry, ze
względu na ilość minerałów. Siła wyporu sprawia, że w środku jest bardzo
ciężko się przemieszczać, ale za to masaż przy użyciu błotka zamiast
olejków jest znakomity:) Wulkan ma 2500 metrów głębokości.
poniedziałek, 10 września 2012
Kolumbia - Cartagena de Indias
Dzisiejszy poranek rozpoczęliśmy od zjedzenia śniadania w jednej z
lokalnych knajpek. Oczywiście jak łatwo się domyślić - karaibska perła
Kolumbii odbiega cenami od reszty kraju...Kacper skosztował arepas con queso y jamon
a ja pozostałam przy tostach.
Następnie taksówką (5000 COP) udaliśmy się na główną plażę. Niestety
mimo, że cała Kolumbia i obywatele USA bardzo zachwycają się tym miastem
(rzeczywiście ma piękne miejsca, ale o tym później), plaża nie należy
do najpiękniejszych. Największym jej minusem dla nas jest duża ilość
turystów a tym samym naganiaczy i sprzedawców wszystkiego, od których
ciężko się uwolnić. Piasek też nie powala, ale za to morze jest
cieplejsze niż nasza woda pod prysznicem:) Poplażowaliśmy, odpoczęliśmy i
wykupiliśmy wycieczki - city tour na dziś, czyli zwiedzanie miasta kolorowym autobusem i kąpiel błotną
na jutro. Z plaży o 12 przegoniła nas burza, ale i tak mieliśmy się
zbierać, bo o 13:30 mieliśmy odbyć wycieczkę, a jeszcze chcieliśmy zjeść
obiad.
Co do city tour - po przekalkulowaniu, bardziej się opłaca skorzystać z
tej opcji, niż na własną rękę, mając do dyspozycji tylko 1 dzień tak jak
my (35 000COP za osobę). Kolorowym autobusem z przewodnikiem
objechaliśmy miasto i zwiedziliśmy główne punkty programu.
niedziela, 9 września 2012
Kolumbia - Medellin/Cartagena
Dzisiejszy dzień podobnie jak większość zaczęliśmy bardzo wcześnie, ale
zanim zacznę go opisywać wspomnę, że wczoraj wieczorem wybraliśmy się do
kolumbijskiej knajpki na ich lokalną imprezkę. Miejsce to miało
niesamowity klimat. Troszkę atmosferą przypominało dobre polskie
wesele... Cały wielki lokal udekorowany na suficie serpentynami,
wiszącymi lalkami, kolorowymi światełkami, balonami. Muzyka -
oczywiście latynoska i nastawiona na cały regulator. Knajpka wypełniona
po brzegi, na wszystkich stolikach 5l Aquardiente leje się
strumieniami (panie nie ustępowały panom), ludzie tańczą między
stolikami, śpiewają - ogólnie bardzo fajny klimat i dobra zabawa:)
Dzisiaj z kolei od rana zwiedzaliśmy Medellin. Na początek
wspomnę, że miasto to ma bardzo dobrze rozwiniętą komunikację. Cztery
linie metra, z czego dwie są tak zwanym Metrocable, czyli kolejką,
przypominającą wyciąg narciarski. Wybraliśmy się na przejażdżkę tym
środkiem lokomocji i muszę przyznać, że gdyby nie to, że ma dziwne
godziny otwarcia (pasażerów zabiera od 9) i czasem bywa zawodna, to jest
to świetne rozwiązanie dla tych, którzy mieszkają na górkach (Medellin
jest położone w dolinie).
sobota, 8 września 2012
Kolumbia - Medellin/Santa Fe de Antioquia
Dzisiejszy dzień był, a w zasadzie jest baaardzo długi. Całą noc jechaliśmy z San Gil (przesiadka i około 2,5h czekania na autokar w Bucaramanga) do Medellin.
W końcu po ok 11h podróży zmęczeni dotarliśmy do celu, jednak okazało
się, że to nie koniec naszej podróży, ale o tym za chwilę.
Autokary w Kolumbii (nie tylko Expreso Brasilia) są bardzo
komfortowe. Zawsze jest dużo miejsca na nogi, można spokojnie rozłożyć
fotele (prawie na leżąco) bez wyrzutów sumienia, że komuś za nami będzie
niewygodnie i za ciasno. Tym razem mieliśmy na tyle szczęścia, że nasz
autokar nawet w połowie nie był zapełniony, także całkowity komfort
jazdy.
Wracając do naszej podróży, nie zatrzymaliśmy się na długo w Medellin,
ponieważ okazało się, że dotarliśmy tutaj troszkę później niż
przypuszczaliśmy, bo ok 8 a w planach mieliśmy jeszcze wycieczkę do Santa Fe de Antioquia.
Zatem zostawiliśmy nasze rzeczy w przechowalni bagaży i o 8:45
wyruszyliśmy w ok 2h podróż do tego małego, malowniczego miasteczka. Po
dotarciu do celu rozpoczęliśmy zwiedzanie od Iglesia Santa Barbara i oczywiście okazało się, że jest zamknięty...
Subskrybuj:
Posty (Atom)