Dziś nadszedł czas na rozpoczęcie samochodowego objazdu Teneryfy. Kilka tygodni przed przyjazdem zarezerwowaliśmy w
CICAR fiata punto na 3 dni za 102 euro. W rzeczywistości dostaliśmy Opla Merive co nie stanowiło dla nas większej różnicy.
Na pierwszy cel wybraliśmy wulkan
Pico del Teide. Jadąc z Puerto de Santiago dotarliśmy na miejsce w nieco ponad godzinę. Bilet w obie strony kolejką linową to koszt 26 euro za osobę.
 |
| Kolejka linowa |
|
Na wjazd na wulkan nie musieliśmy długo czekać i po około 20 minutach mogliśmy podziwiać już leżący na szczycie wulkanu śnieg. Ze względu na lód dwie z trzech możliwych dróg spacerowych były niedostępne w tym ta prowadząca na szczyt. Zatem nawet gdyby udało nam się uzyskać wcześniej pozwolenie na wejście na szczyt to i tak nie moglibyśmy z niego skorzystać. Na wulkanie oddycha się dość ciężko i do tego czuć zapach siarki.
 |
Śnieg
 |
| Pico del Teide |
|
Po zrobieniu kilku zdjęć zjechaliśmy na dol. W dalsza drogę udaliśmy się do miasta Vilaflor gdzie planowaliśmy zjeść obiad. W restauracji
Casa Pana, jednej z dwóch w tym mieście, skusiliśmy się na zupę czosnkową oraz lokalna specjalność - królika z czarnymi ziemniakami. Niestety jedzenie okazało się raczej słabej jakości. Najlepsze były pieczone ziemniaczki które niestety nie wiem czym poza ceną różniły się od dostępnych również ziemniaków w.mundurkach -
papas arrugadas. Ponadto dobre były bułeczki z dwoma sosami które dostaliśmy jako czekadełko. Niestety niemiłym zaskoczeniem było ze to czekadełko o które nie prosiliśmy na rachunku wystąpiło w cenie 2 euro.. Osobom odwiedzającym
Vilaflor polecam omijanie tej restauracji szerokim łukiem.
Następnie udaliśmy się do
Los Cristianos. Zgodnie z naszymi przypuszczeniami było to wielkie, pełne hoteli i turystów miasto. Wzdłuż plaży biegnie otoczona palmami promenada, którą milo jest spacerować.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz